sobota, 5 kwietnia 2014

Rozdział V

Wyszła z hali, ale nie zaszła daleko gdyż drogę zagrodził jej Bartman. Uśmiechnął się lubieżnie i złapał jej dłoń całując ją.
- Bartman, czego chcesz?
- Nic, tylko chciałem zapytać czy nie wybrałabyś się może na jakąś imprezę ze mną? Wiesz…
- Jeśli myślisz, że jestem jedną z tych, które rzucą ci się do łóżka to się grubo mylisz. Żegnam – prawie krzyknęła i próbowała odejść, ale ten złapał ją za ramię. – Bartman!
- Jakiś problem? – usłyszała i zobaczyła przed sobą Lotmana. – Kari idziemy?
- Gdzie? – prawie pisnął Zbigniew.
- No jak to gdzie? Do domu – wyjaśnił spokojnie przyjmujący.
- Mieszkacie ze sobą? – ponownie pisnął atakujący.
- Owszem – pewnie odpowiedział Amerykanin i wziął za rękę Karinę.
- A to było trzeba tak od razu, że jesteście razem! Cudzych kobiet nie ruszam! – Wycofał się Bartman zanim któreś z dwójki zdążyło zaprzeczyć.
- Przepraszam – szepnął mężczyzna spojrzał w jej niebieskie oczy i poczuł nagłą potrzebę pocałowania jej.
- Nie twoja wina – odpowiedziała łamiącym się głosem. Jego wargi były tak blisko jej warg. Przybliżyła się jeszcze bardziej. Musnął lekko jej usta, ale ona odpowiedziała zdecydowanie mocniej. Ich pocałunek z delikatnego przerodził się w namiętny. Ich języki uwięzły w tańcu rządz. Nie mogli przestać. On ujął jej twarz, a ona uwiesiła się na jego szyi. Ich pocałunek trwałby wiecznie gdyby ktoś im nie przerwał.
- Karina – usłyszała swoje imię i głośne chrząknięcie. – Karina.
- Krzysiek? – zapytała odrywając się niechętnie od ust Paula.
- To ja już pójdę. Poczekam w aucie na ciebie, a wy sobie pogadajcie – zaproponował przyjmujący drapiąc się po karku.
- Nie trzeba. Odwiozę Karinę. Choć już lepiej. – Wziął pod rękę swoją siostrę. Zdążyła posłać przepraszające spojrzenie Lotmanowi i pomachać ręką. – Musimy porozmawiać nie uważasz? Jesteś w Polsce już dłuższy czas, a my jeszcze nie rozmawialiśmy, prawda? Tu niedaleko jest miła kawiarenka.
Kiedy wsiadali do jego auta nie protestowała. Oparła się o fotel i westchnęła przypominając sobie pocałunek z Lotmanem. Był wspaniały. Nigdy w życiu nie była tak całowana. Jej brat niestety to zauważył i nie spodobało mu się to.
- Mówiłem coś do ciebie! – Widząc roztargnienie na twarzy siostry trochę złagodniał. – Karina do jasnej cholery, co się z tobą dzieję? Nie poznaję cię.
- A wiesz, czemu? Bo ty mnie nigdy nie znałeś! – krzyknęła zdenerwowana dziwiąc swoim wybuchem brata. Postanowiła wygarnąć mu wszystko, co leżało jej na sercu od lat. – Myślisz, że to twoje dzwonienie, co jakiś czas i zapraszanie na tą twoją kochaną siatkówkę coś dawało? Ja nadal byłam sama. Wiedziałeś kiedy pierwszy raz wagarowałam, upiłam się, kiedy trafiłam na narkotyki? – Po tych słowach zatrzymał auta na poboczu. -  Nie! Ty nigdy nic nie wiedziałeś, a teraz jeszcze będziesz mi prawił kazania! Daj mi święty spokój. Dla ciebie liczyła i liczy się tylko i wyłącznie siatkówka! To przez ciebie znienawidziłam ten sport! – krzyknęła mu prosto w twarz. Wyszła z auta i skierowała się kierunku przystanku autobusowego.
- Karina proszę cię porozmawiajmy – wysiadł z auta i zaczął za nią iść.
- O czym chcesz rozmawiać? O czym, zastanów się tylko. Zastanów Krzysiu – szepnęła i wsiadła do autobusu, który nadjechał. On tylko powłóczył wzrokiem za odjeżdżającym autobusem i stwierdził, że jest w ‘ciemnej dupie’.
*
Paul poważnie zaczął się niepokoić. Zegar wybił godzinę dwudziestą pierwszą, a Kariny nadal nie było w domu. Nie odbierała również telefonu.
Od godziny padał rzęsisty deszcz. Założył na siebie kurtkę i wyszedł z domu. Kierował się już w stronę bramy, gdy zauważył jak Ignaczak próbuje otworzyć bramę. Szybko podbiegł do niej i pomógł jej. Ona popatrzyła na niego ze załzawionymi oczami, drgającymi wargami i cała mokra. Rozpłakała się na dobre i przytuliła się do niego mocno. Widząc, że nie dojdzie do drzwi wziął ją na ręce. Pani fizjoterapeutka zarzuciła mu ręce na szyje i przyległa do jego klatki piersiowej. Kiedy weszli do domu od razu zaniósł ją do salonu i rozpalił w kominku oraz pobiegł po koce. Zdjął jej niebotycznie wysokie szpilki, bardzo obcisłe spodnie, które całe przemoczone były jeszcze bardziej przylegające, marynarkę i biała koszulę. Przykrył szczelnie kocami i poszedł zrobić ciepłej herbaty. Słyszał z kuchni jak cicho łkała. Usiadł obok niej i przytulił ją. Nic innego nie przychodziło mu do głowy. Poczuł jak układa się na jego klatce piersiowej i nasłuchuje bicia serca. Po dziesięciu minutach nie słyszał już łkania tylko jej miarowy oddech. Wziął ją delikatnie na ręce i zaniósł do jej sypialni. Przykrył ją i pocałował w czoło. Ona uśmiechnęła się tylko i wtuliła w poduszkę.
***
Karinę obudziły promienie słoneczne wdzierające się przez niedosunięte zasłony. Wyprężyła się jak kot i potężnie ziewnęła. Otworzyła szeroko oczy i dotarło do niej, co stało się wczorajszego dnia. Pocałunek z Paulem, kłótnia z Krzyśkiem, powrót w ulewę do domu i…
- Osz – szepnęła i przypomniała sobie jak Lotman zajął się nią. – Spokojnie Ignaczak.
Spojrzała na swój zegarek leżący na etażerce i zerwała się z łóżka widząc godzinę ósmą dwie. Za niecałą godzinę ma zjawić się na hali. Od razu skierowała się do łazienki. Wykonała poranną toaletę i zeszła na dół do kuchni. Zastała tam przyjmującego Resovii opartego o blat kuchenny. Zauważyła, że miał w ręku kubek z kawą. Od razu zapragnęła tego napoju.
- Proszę. – Podał jej kubek z pięknie pachnącą cieczą i uśmiechnął się pod nosem widząc jak zachłannie piję kawę.
- Dziękuję – powiedziała jakby była to najważniejsza rzecz na świecie.
- To tylko kawa – uśmiechnął się i podniósł wyżej swój kubek.
- Nie chodzi mi o kawę. Chodzi mi o wczoraj – powiedziała i czekała na jego reakcję.
- Ahhh. To może byśmy to powtórzyli. – Odłożył kubek na blat i złapał ją w pasie. Patrzył w jej oczy czekając na pozwolenie.
- Nie chodziło mi dokładnie o to, ale to też dobry pomysł. Naprawdę dobry – szepnęła i wpiła się w jego usta. Całowała go zachłannie jakby miał być to ich ostatni pocałunek.
Dźwięk dzwonka.
- Kurwa – wymsknęło się Karinie, a Paul odchylił głowę do tyłu.
- Kogo diabli niosą? – zapytał sam siebie kierując się ku domofonowi.
Ignaczak uśmiechnęła się i dotknęła swoich ust, których przed chwilą smakował on. Ignaczak ty się zastanów co robisz, powiedziała do siebie w myślach. Upiła trochę kawy i spojrzała na zegar. Za dwanaście dziewiąta. Odłożyła kubek i poszła się ubrać. Nałożyła swoje mokasyny i złapała dużą torebkę. Natknęła się na Paula, który akurat wchodził do domu. Jego mina wyrażała ‘nawet nie pytaj’. Wrócił się do kuchni po kluczyki do auta i obydwoje wyszli z domu. Kierunek – hala Podpromie.
*
Siedziała na swoim skórzanym krześle i czekała na pierwszego ‘pacjenta’. Okazał się nim Bartman. Już miała dość.
- Cześć. – Usiadł na kozetce i czekał, aż Karina zacznie coś robić. Na razie przeglądała jego papiery.
- Zdejmij koszulkę – kazała i czekała na komentarz w stylu ‘szybka jesteś mała’, ale nie doczekała się. Posłusznie zdjął górną część garderoby. Zaczęła badać go stetoskopem.
- Myślałem, że jesteś fizjoterapeutką.
- Nie gadaj. Wydech. Możesz się ubrać. – Odłożyła stetoskop na biurko i usiadła za nim pisząc coś. – Owszem skończyłam studia medyczne w specjalizacji fizjoterapeuta, ale zrobiłam również sobie parę uprawnień, więc mogę wykonywać takie sezonowe badania. Coś ci dolega? Boli?  Cokolwiek?
- Nie chyba nie.
- Chyba? – zapytał patrząc na niego znad okularów. – Po treningu coś cię boli wyjątkowo albo może…
- Nie, nic mi nie jest – zaprzeczył stanowczo.
- Dobrze. Więc teraz pobiorę ci krew żeby w laboratorium wykonali ci dokładniejsze badania - oznajmiła i założyła rękawiczki.
- Krew? Pobrać? Igłą? – pisnął i zrobił się nagle blady.
- Bartman błagam cię nie odstawiaj mi tu scen. Usiądź na fotelu, zamknij oczy i będzie po wszystkim. – Spojrzał na nią nieufnie, ale zdecydował się.
- Ała, ała, ała! Błagam zostaw! – krzyknął, a ona westchnęła.
- Jeszcze nic nie zaczęłam robić. – Zrobiło mu się nagle strasznie głupio. Zamknął oczy.
- Zaczynaj.
- Nie napinaj mięśni – powiedziała spokojnie, a on posłuchał jej.
- No możesz zaczynać.
- Już skończyłam – odpowiedziała spokojnie i oznaczyła probówkę.
- No tak – złożył dłonie i czekał na dalsze ‘rozkazy pani doktor’. – Teraz pseudonim Igła zdecydowanie cię odzwierciedla.
- Możesz już iść – powiedziała uśmiechając się szczerze. On słysząc te trzy słowa szybko wybiegł z gabinetu. – Zapraszam następnego – krzyknęła do otwartych drzwi myjąc ręce. Odwróciła się. Jej następnym pacjentem był jej brat. – Zdejmij koszulkę.
- Karina porozmawiajmy – zaczął zdejmując swój t-shirt.
- Wdech, wydech…
- Karina do jasnej cholery! Zachowuj się jak dorosła kobieta.
- Możesz się ubrać. Jakbyś nie zauważył jestem w pracy – mruknęła i zaczęła pisać coś w notatniku. – Jakieś problemy zdrowotne? Jak twoje łękotki? – Spojrzała na niego znad okularów. Widziała, że się męczy. – Dobrze porozmawiamy, ale nie teraz. Może przyjdziesz do mnie… nas… Paula – zawiesiła głos. – Może jednak spotkajmy się u ciebie? – dodała szybko i spojrzała na niego uważnie.
- No pewnie. Iwona na pewno się ucieszy. To samo dzieciaki. O dziewiętnastej?
- Tak, będę – odpowiedziała i założyła rękawiczki. – Mam nadzieję, że nie boisz się zastrzyków tak samo jak Bartman?