Wyszła z
hali, ale nie zaszła daleko gdyż drogę zagrodził jej Bartman. Uśmiechnął się lubieżnie
i złapał jej dłoń całując ją.
- Bartman,
czego chcesz?
- Nic,
tylko chciałem zapytać czy nie wybrałabyś się może na jakąś imprezę ze mną?
Wiesz…
- Jeśli
myślisz, że jestem jedną z tych, które rzucą ci się do łóżka to się grubo
mylisz. Żegnam – prawie krzyknęła i próbowała odejść, ale ten złapał ją za
ramię. – Bartman!
- Jakiś
problem? – usłyszała i zobaczyła przed sobą Lotmana. – Kari idziemy?
- Gdzie? –
prawie pisnął Zbigniew.
- No jak to
gdzie? Do domu – wyjaśnił spokojnie przyjmujący.
- Mieszkacie
ze sobą? – ponownie pisnął atakujący.
- Owszem –
pewnie odpowiedział Amerykanin i wziął za rękę Karinę.
- A to było
trzeba tak od razu, że jesteście razem! Cudzych kobiet nie ruszam! – Wycofał
się Bartman zanim któreś z dwójki zdążyło zaprzeczyć.
- Przepraszam
– szepnął mężczyzna spojrzał w jej niebieskie oczy i poczuł nagłą potrzebę
pocałowania jej.
- Nie twoja
wina – odpowiedziała łamiącym się głosem. Jego wargi były tak blisko jej warg.
Przybliżyła się jeszcze bardziej. Musnął lekko jej usta, ale ona odpowiedziała
zdecydowanie mocniej. Ich pocałunek z delikatnego przerodził się w namiętny. Ich
języki uwięzły w tańcu rządz. Nie mogli przestać. On ujął jej twarz, a ona
uwiesiła się na jego szyi. Ich pocałunek trwałby wiecznie gdyby ktoś im nie
przerwał.
- Karina –
usłyszała swoje imię i głośne chrząknięcie. – Karina.
- Krzysiek?
– zapytała odrywając się niechętnie od ust Paula.
- To ja już
pójdę. Poczekam w aucie na ciebie, a wy sobie pogadajcie – zaproponował
przyjmujący drapiąc się po karku.
- Nie trzeba.
Odwiozę Karinę. Choć już lepiej. – Wziął pod rękę swoją siostrę. Zdążyła posłać
przepraszające spojrzenie Lotmanowi i pomachać ręką. – Musimy porozmawiać nie
uważasz? Jesteś w Polsce już dłuższy czas, a my jeszcze nie rozmawialiśmy,
prawda? Tu niedaleko jest miła kawiarenka.
Kiedy wsiadali
do jego auta nie protestowała. Oparła się o fotel i westchnęła przypominając
sobie pocałunek z Lotmanem. Był wspaniały. Nigdy w życiu nie była tak całowana.
Jej brat niestety to zauważył i nie spodobało mu się to.
- Mówiłem
coś do ciebie! – Widząc roztargnienie na twarzy siostry trochę złagodniał. –
Karina do jasnej cholery, co się z tobą dzieję? Nie poznaję cię.
- A wiesz,
czemu? Bo ty mnie nigdy nie znałeś! – krzyknęła zdenerwowana dziwiąc swoim wybuchem
brata. Postanowiła wygarnąć mu wszystko, co leżało jej na sercu od lat. –
Myślisz, że to twoje dzwonienie, co jakiś czas i zapraszanie na tą twoją
kochaną siatkówkę coś dawało? Ja nadal byłam sama. Wiedziałeś kiedy pierwszy
raz wagarowałam, upiłam się, kiedy trafiłam na narkotyki? – Po tych słowach zatrzymał
auta na poboczu. - Nie! Ty nigdy nic nie
wiedziałeś, a teraz jeszcze będziesz mi prawił kazania! Daj mi święty spokój.
Dla ciebie liczyła i liczy się tylko i wyłącznie siatkówka! To przez ciebie
znienawidziłam ten sport! – krzyknęła mu prosto w twarz. Wyszła z auta i
skierowała się kierunku przystanku autobusowego.
- Karina
proszę cię porozmawiajmy – wysiadł z auta i zaczął za nią iść.
- O czym
chcesz rozmawiać? O czym, zastanów się tylko. Zastanów Krzysiu – szepnęła i
wsiadła do autobusu, który nadjechał. On tylko powłóczył wzrokiem za
odjeżdżającym autobusem i stwierdził, że jest w ‘ciemnej dupie’.
*
Paul
poważnie zaczął się niepokoić. Zegar wybił godzinę dwudziestą pierwszą, a
Kariny nadal nie było w domu. Nie odbierała również telefonu.
Od godziny
padał rzęsisty deszcz. Założył na siebie kurtkę i wyszedł z domu. Kierował się
już w stronę bramy, gdy zauważył jak Ignaczak próbuje otworzyć bramę. Szybko
podbiegł do niej i pomógł jej. Ona popatrzyła na niego ze załzawionymi oczami,
drgającymi wargami i cała mokra. Rozpłakała się na dobre i przytuliła się do
niego mocno. Widząc, że nie dojdzie do drzwi wziął ją na ręce. Pani
fizjoterapeutka zarzuciła mu ręce na szyje i przyległa do jego klatki
piersiowej. Kiedy weszli do domu od razu zaniósł ją do salonu i rozpalił w
kominku oraz pobiegł po koce. Zdjął jej niebotycznie wysokie szpilki, bardzo
obcisłe spodnie, które całe przemoczone były jeszcze bardziej przylegające,
marynarkę i biała koszulę. Przykrył szczelnie kocami i poszedł zrobić ciepłej
herbaty. Słyszał z kuchni jak cicho łkała. Usiadł obok niej i przytulił ją. Nic
innego nie przychodziło mu do głowy. Poczuł jak układa się na jego klatce
piersiowej i nasłuchuje bicia serca. Po dziesięciu minutach nie słyszał już
łkania tylko jej miarowy oddech. Wziął ją delikatnie na ręce i zaniósł do jej
sypialni. Przykrył ją i pocałował w czoło. Ona uśmiechnęła się tylko i wtuliła
w poduszkę.
***
Karinę
obudziły promienie słoneczne wdzierające się przez niedosunięte zasłony.
Wyprężyła się jak kot i potężnie ziewnęła. Otworzyła szeroko oczy i dotarło do
niej, co stało się wczorajszego dnia. Pocałunek z Paulem, kłótnia z Krzyśkiem,
powrót w ulewę do domu i…
- Osz – szepnęła i przypomniała sobie jak Lotman zajął się nią. – Spokojnie Ignaczak.
Spojrzała
na swój zegarek leżący na etażerce i zerwała się z łóżka widząc godzinę ósmą
dwie. Za niecałą godzinę ma zjawić się na hali. Od razu skierowała się do
łazienki. Wykonała poranną toaletę i zeszła na dół do kuchni. Zastała tam
przyjmującego Resovii opartego o blat kuchenny. Zauważyła, że miał w ręku kubek
z kawą. Od razu zapragnęła tego napoju.
- Proszę. –
Podał jej kubek z pięknie pachnącą cieczą i uśmiechnął się pod nosem widząc jak
zachłannie piję kawę.
- Dziękuję
– powiedziała jakby była to najważniejsza rzecz na świecie.
- To tylko
kawa – uśmiechnął się i podniósł wyżej swój kubek.
- Nie
chodzi mi o kawę. Chodzi mi o wczoraj – powiedziała i czekała na jego reakcję.
- Ahhh. To
może byśmy to powtórzyli. – Odłożył kubek na blat i złapał ją w pasie. Patrzył
w jej oczy czekając na pozwolenie.
- Nie
chodziło mi dokładnie o to, ale to też dobry pomysł. Naprawdę dobry – szepnęła
i wpiła się w jego usta. Całowała go zachłannie jakby miał być to ich ostatni
pocałunek.
Dźwięk dzwonka.
- Kurwa –
wymsknęło się Karinie, a Paul odchylił głowę do tyłu.
- Kogo
diabli niosą? – zapytał sam siebie kierując się ku domofonowi.
Ignaczak
uśmiechnęła się i dotknęła swoich ust, których przed chwilą smakował on.
Ignaczak ty się zastanów co robisz, powiedziała do siebie w myślach. Upiła
trochę kawy i spojrzała na zegar. Za dwanaście dziewiąta. Odłożyła kubek i
poszła się ubrać. Nałożyła swoje mokasyny i złapała
dużą torebkę. Natknęła się na Paula, który akurat wchodził do domu. Jego mina
wyrażała ‘nawet nie pytaj’. Wrócił się do kuchni po
kluczyki do auta i obydwoje wyszli z domu. Kierunek – hala Podpromie.
*
Siedziała
na swoim skórzanym krześle i czekała na pierwszego ‘pacjenta’. Okazał się nim
Bartman. Już miała dość.
- Cześć. –
Usiadł na kozetce i czekał, aż Karina zacznie coś robić. Na razie przeglądała
jego papiery.
- Zdejmij
koszulkę – kazała i czekała na komentarz w stylu ‘szybka jesteś mała’, ale nie
doczekała się. Posłusznie zdjął górną część garderoby. Zaczęła badać go
stetoskopem.
- Myślałem,
że jesteś fizjoterapeutką.
- Nie
gadaj. Wydech. Możesz się ubrać. – Odłożyła stetoskop na biurko i usiadła za
nim pisząc coś. – Owszem skończyłam studia medyczne w specjalizacji
fizjoterapeuta, ale zrobiłam również sobie parę uprawnień, więc mogę wykonywać
takie sezonowe badania. Coś ci dolega? Boli?
Cokolwiek?
- Nie chyba
nie.
- Chyba? –
zapytał patrząc na niego znad okularów. – Po treningu coś cię boli wyjątkowo
albo może…
- Nie, nic
mi nie jest – zaprzeczył stanowczo.
- Dobrze.
Więc teraz pobiorę ci krew żeby w laboratorium wykonali ci dokładniejsze
badania - oznajmiła i założyła rękawiczki.
- Krew?
Pobrać? Igłą? – pisnął i zrobił się nagle blady.
- Bartman
błagam cię nie odstawiaj mi tu scen. Usiądź na fotelu, zamknij oczy i będzie po
wszystkim. – Spojrzał na nią nieufnie, ale zdecydował się.
- Ała, ała,
ała! Błagam zostaw! – krzyknął, a ona westchnęła.
- Jeszcze
nic nie zaczęłam robić. – Zrobiło mu się nagle strasznie głupio. Zamknął oczy.
- Zaczynaj.
- Nie
napinaj mięśni – powiedziała spokojnie, a on posłuchał jej.
- No możesz
zaczynać.
- Już
skończyłam – odpowiedziała spokojnie i oznaczyła probówkę.
- No tak –
złożył dłonie i czekał na dalsze ‘rozkazy pani doktor’. – Teraz pseudonim Igła
zdecydowanie cię odzwierciedla.
- Możesz
już iść – powiedziała uśmiechając się szczerze. On słysząc te trzy słowa szybko
wybiegł z gabinetu. – Zapraszam następnego – krzyknęła do otwartych drzwi myjąc
ręce. Odwróciła się. Jej następnym pacjentem był jej brat. – Zdejmij koszulkę.
- Karina
porozmawiajmy – zaczął zdejmując swój t-shirt.
- Wdech,
wydech…
- Karina do
jasnej cholery! Zachowuj się jak dorosła kobieta.
- Możesz
się ubrać. Jakbyś nie zauważył jestem w pracy – mruknęła i zaczęła pisać coś w
notatniku. – Jakieś problemy zdrowotne? Jak twoje łękotki? – Spojrzała na niego
znad okularów. Widziała, że się męczy. – Dobrze porozmawiamy, ale nie teraz.
Może przyjdziesz do mnie… nas… Paula – zawiesiła głos. – Może jednak spotkajmy
się u ciebie? – dodała szybko i spojrzała na niego uważnie.
- No
pewnie. Iwona na pewno się ucieszy. To samo dzieciaki. O dziewiętnastej?
- Tak, będę
– odpowiedziała i założyła rękawiczki. – Mam nadzieję, że nie boisz się
zastrzyków tak samo jak Bartman?