Karina szła
korytarzami Podpromia w opinających zgrabna pupę spodniach i niebotycznie wysokich
szpilkach na rozmowę kwalifikacyjną. Uśmiechnęła się do sekretarki, która
zdecydowanie należała do tych wykonujących czarną robotę za szefa, a nie tych,
które ładnie wyglądają i parzą kawkę. Wyjaśniła swój powód przybycia i od razu
została poinformowana, że trener wraz z głównym fizjoterapeutą czekają na nią w
biurze tego pierwszego. Kiedy zapukała do wskazanych drzwi wzięła głęboki
oddech. Pchnęła drzwi i zaniemówiła z wrażenia. Biuro było urządzone z wyjątkową jak na mężczyznę klasą i szykiem. Na ścianach wisiały zdjęcia
zawodników w bardzo ciekawej sesji wykonanej w biało – czarnej kolorystce, a
jedną ze ścian zajmowały trofea znajdujące się za doskonale wyczyszczoną
szybką.
- Miło mi.
Andrzej Kowal, a to nasz fizjoterapeuta Jacek Rusin. –
Podał rękę Karinie i wskazał jej fotel naprzeciwko niego.
- Karina
Ignaczak. Mi również miło. – Postanowiła bajerować, więc na jej twarzy wykwitł
uśmiech.
- Może od
razu przejdźmy do konkretów – zaproponował i wyjął z szuflady biurka cv, które
przesłała parę dni temu do siedziby Resovii. - Pozwoli pani, że zapytam. Jest
pani jakoś spokrewniona z Krzysztofem Ignaczakiem?
- Tak.
Jestem jego przyrodnią siostrą – wyjaśniła spokojnie, a Andrzej i Jacek byli
wyraźnie zaskoczeni.
- Widzę, że
ma pani dość różnorodne doświadczenie jak na swój wiek. Kadra juniorska
kolarzy, kadra A skoczków narciarskich, piłkarski klub trzecioligowy, klinika
rehabilitacyjna. Naprawdę imponujące. – Kowal odłożył
cv Ignaczak na biurko stanowczym ruchem i wstał. – Miło mi powitać panią w
naszej załodze.
- Dziękuję
– powiedziała bardzo zaskoczona szybką decyzją trenera i podała mu rękę jeszcze
bardziej uśmiechając się.
- To może
przedstawię panią naszej załodze? – zapytał fizjoterapeuta i już kierował się
do drzwi.
- Teraz? –
zdziwiła się kobieta i trochę spanikowała
- Tak.
Chłopacy zaraz powinni się zjawić – wyjaśnił spokojnie Rusin i otworzył jej
drzwi. – Później pokarze pani biuro i zapoznam z pani obowiązkami. A teraz
zapraszam na parkiet.
Karina
niezdecydowanym krokiem ruszyła za mężczyzną. Przeklinała siebie w duchu, że
ubrała te cholerne szpilki. Niestety wszystkie korytarze biurowe wyściełane
były wykładziną, a stanięciem oko w oko z zawodnikami nie napawało ją wielkim
entuzjazmem. Właściwie, czego ja się boję, zapytała samą siebie w myślach, a po
chwili miała już odpowiedź.
- Oto oni –
usłyszała i dopiero teraz zwróciła uwagę, że są już na hali gdzie siatkarze
rozgrzewali się. – Chłopaki zapraszam do mnie. Musicie kogoś poznać – oznajmił
wesoło nie zdając sobie sprawy, że Ignaczakówna była bliska omdlenia.
Najbardziej
ze wszystkich zdziwieni byli zdecydowanie jej brat i jej współlokator jak miała
zwyczaj go określać. Uśmiechnęła się nieśmiało i pomachała delikatnie dłonią.
Za żadne skarby nie chciała się odwracać. Miała zbyt opinające spodnie.
Krzysiek miał minę jakby miał zamiar ją zamordować.
- Siostra
ty mi coś tu wytłumacz! Hę?
- Krzysiu
bez ekscytacji. Poznajcie moją nową pomocnicę i drugiego fizjoterapeutę panię
Karinę Ignaczak.
- Wystarczy
Karina – machnęła dłonią, a później stwierdziła, że musiało to wyglądać, co
najmniej głupio.
- Przedstawię ci może nasz wybitny skład. To
jest nasz kapitan Olieg Achrem.
Słuchała
uważnie jak fizjoterapeuta przedstawia resztę zawodników. Imiona i nazwiska
zaczęły się zlewać, ale starała się je poprawnie przyporządkowywać do
odpowiadającej im twarzy.
- A to Zibi
– przedstawił bruneta Kowal, na co Zibi uśmiechnął się szelmowsko i puścił jej
oczko, co ona skwitowała miną ‘Odpierdol się gościu’. – I Paul Lotman.
- My też już
się znamy – powiedzieli w tej samej chwili. Karina zarumieniła się lekko, a
Paul uśmiechnął się.
- No to
znasz już wszystkich. Zapraszam dalej. – Na odchodnym Bartman posłał jej
jeszcze jeden uśmiech z serii ‘Przelecę cię mała’.
Po
prezentacji zawodników została zaprowadzona do swojego biura. Pomieszczenia
przerosło jej najśmielsze marzenia. Biuro było przestronne i urządzone w
jasnych barwach. Najbardziej fascynujące w tym pomieszczeniu było wielkie okno
na całą ścianę, przez które był wspaniały widok na halę. Spojrzała w dół. W tej
chwili zawodnicy siedzieli na parkiecie, ale gdy na sale wszedł trener nagle
się zerwali i złapali za piłki. Uśmiechnęła się.
Na ścianach
biura znajdowały się zdjęcia zawodników jak i w biurze trenera, ale te zdjęcia
były trochę inne. Jedno z ostatnich zdjęć sprawiło, że Karinie zrobiło się
gorąco. Paul Lotman. Znała tego mężczyznę zaledwie tydzień, ale intrygował ją.
Było z nim trochę jak z nałogiem. Jak zaczniesz nie możesz skończyć.
- Tu jest gabinet.
– Z zamyślenia wyrwał ją jej przewodnik i wskazał jej białe drzwi. Weszła i ponownie
zaniemówiła. Gabinet ten był marzeniem każdego fizjoterapeuty. Stoły do masażu, szafa pełna wszystkich potrzebnych rzeczy, nowoczesny sprzęt. Po
prostu raj. – Mam nadzieję, że będziesz zadowolona. Co do twoich obowiązków.
Nie ukrywam, że przyjęliśmy cię do pracy z innym zamysłem niż mnie. Ja jestem
wiesz, kilerem. Tak na mnie mówią - zaśmiał się i uśmiechnął krzywo. - Ty natomiast miałabyś być dobrym duszkiem.
Wiesz, o co chodzi. Rutynowe badania, masarz obolałych mięsni, przygotowanie
przed meczem takie jak plastry i tak dalej. Czasem jest mi ich żal, bo na prawdę
muszą przeze mnie cierpieć, a dzięki tobie mogliby odetchnąć.
- A może
jeszcze mam założyć mini i bluzkę z dużym dekoltem? – W tej chwili była już zdenerwowana.
- Źle mnie
zrozumiałaś. Myślę, że dobrą nazwą dla tego miejsca byłby „gabinet odnowy
biologicznej” lub coś w tym stylu. Takie mini męskie Spa. Nie chodzi o to żebyś
paradowała nago, ale żeby oni mogli odprężyć się zarówno fizycznie jak i psychicznie.
Ten
argument przemówił do niej i więcej już nie protestowała. Została zapoznana z
grafikiem treningów i meczy na najbliższy sezon. Uprzedziła również Jacka, że
będzie chłopaków przygotowywała do spotkań, ale meczy na pewno nie będzie
oglądała. Zdziwiło go to trochę, ale nie skomentował tego. W umowie nie ma nic
napisane na temat uczestnictwa pod czas zawodów. Poinformował ją również, że
odzież klubowa zostanie dostarczona do końca przyszłego tygodnia. Po ustaleniu
wszystkich spraw podali sobie ręce i powiedzieli sobie „Do jutra”. Już się
cieszyła. Od początku czekały ją laby, bo przecież pobranie krwi od szesnastu
dorosłych mężczyzn to nie wyczyn, prawda?