sobota, 29 marca 2014

Rozdział IV

Karina szła korytarzami Podpromia w opinających zgrabna pupę spodniach i niebotycznie wysokich szpilkach na rozmowę kwalifikacyjną. Uśmiechnęła się do sekretarki, która zdecydowanie należała do tych wykonujących czarną robotę za szefa, a nie tych, które ładnie wyglądają i parzą kawkę. Wyjaśniła swój powód przybycia i od razu została poinformowana, że trener wraz z głównym fizjoterapeutą czekają na nią w biurze tego pierwszego. Kiedy zapukała do wskazanych drzwi wzięła głęboki oddech. Pchnęła drzwi i zaniemówiła z wrażenia. Biuro było urządzone z wyjątkową jak na mężczyznę klasą i szykiem. Na ścianach wisiały zdjęcia zawodników w bardzo ciekawej sesji wykonanej w biało – czarnej kolorystce, a jedną ze ścian zajmowały trofea znajdujące się za doskonale wyczyszczoną szybką.
- Miło mi. Andrzej Kowal, a to nasz fizjoterapeuta Jacek Rusin. – Podał rękę Karinie i wskazał jej fotel naprzeciwko niego.
- Karina Ignaczak. Mi również miło. – Postanowiła bajerować, więc na jej twarzy wykwitł uśmiech.
- Może od razu przejdźmy do konkretów – zaproponował i wyjął z szuflady biurka cv, które przesłała parę dni temu do siedziby Resovii. - Pozwoli pani, że zapytam. Jest pani jakoś spokrewniona z Krzysztofem Ignaczakiem?
- Tak. Jestem jego przyrodnią siostrą – wyjaśniła spokojnie, a Andrzej i Jacek byli wyraźnie zaskoczeni.
- Widzę, że ma pani dość różnorodne doświadczenie jak na swój wiek. Kadra juniorska kolarzy, kadra A skoczków narciarskich, piłkarski klub trzecioligowy, klinika rehabilitacyjna. Naprawdę imponujące. – Kowal odłożył cv Ignaczak na biurko stanowczym ruchem i wstał. – Miło mi powitać panią w naszej załodze.
- Dziękuję – powiedziała bardzo zaskoczona szybką decyzją trenera i podała mu rękę jeszcze bardziej uśmiechając się.
- To może przedstawię panią naszej załodze? – zapytał fizjoterapeuta i już kierował się do drzwi.
- Teraz? – zdziwiła się kobieta i trochę spanikowała
- Tak. Chłopacy zaraz powinni się zjawić – wyjaśnił spokojnie Rusin i otworzył jej drzwi. – Później pokarze pani biuro i zapoznam z pani obowiązkami. A teraz zapraszam na parkiet.
Karina niezdecydowanym krokiem ruszyła za mężczyzną. Przeklinała siebie w duchu, że ubrała te cholerne szpilki. Niestety wszystkie korytarze biurowe wyściełane były wykładziną, a stanięciem oko w oko z zawodnikami nie napawało ją wielkim entuzjazmem. Właściwie, czego ja się boję, zapytała samą siebie w myślach, a po chwili miała już odpowiedź.
- Oto oni – usłyszała i dopiero teraz zwróciła uwagę, że są już na hali gdzie siatkarze rozgrzewali się. – Chłopaki zapraszam do mnie. Musicie kogoś poznać – oznajmił wesoło nie zdając sobie sprawy, że Ignaczakówna była bliska omdlenia.
Najbardziej ze wszystkich zdziwieni byli zdecydowanie jej brat i jej współlokator jak miała zwyczaj go określać. Uśmiechnęła się nieśmiało i pomachała delikatnie dłonią. Za żadne skarby nie chciała się odwracać. Miała zbyt opinające spodnie. Krzysiek miał minę jakby miał zamiar ją zamordować.
- Siostra ty mi coś tu wytłumacz! Hę?
- Krzysiu bez ekscytacji. Poznajcie moją nową pomocnicę i drugiego fizjoterapeutę panię Karinę Ignaczak.
- Wystarczy Karina – machnęła dłonią, a później stwierdziła, że musiało to wyglądać, co najmniej głupio.
 - Przedstawię ci może nasz wybitny skład. To jest nasz kapitan Olieg Achrem.
Słuchała uważnie jak fizjoterapeuta przedstawia resztę zawodników. Imiona i nazwiska zaczęły się zlewać, ale starała się je poprawnie przyporządkowywać do odpowiadającej im twarzy.
- A to Zibi – przedstawił bruneta Kowal, na co Zibi uśmiechnął się szelmowsko i puścił jej oczko, co ona skwitowała miną ‘Odpierdol się gościu’. – I Paul Lotman.
- My też już się znamy – powiedzieli w tej samej chwili. Karina zarumieniła się lekko, a Paul uśmiechnął się.
- No to znasz już wszystkich. Zapraszam dalej. – Na odchodnym Bartman posłał jej jeszcze jeden uśmiech z serii ‘Przelecę cię mała’.
Po prezentacji zawodników została zaprowadzona do swojego biura. Pomieszczenia przerosło jej najśmielsze marzenia. Biuro było przestronne i urządzone w jasnych barwach. Najbardziej fascynujące w tym pomieszczeniu było wielkie okno na całą ścianę, przez które był wspaniały widok na halę. Spojrzała w dół. W tej chwili zawodnicy siedzieli na parkiecie, ale gdy na sale wszedł trener nagle się zerwali i złapali za piłki. Uśmiechnęła się.
Na ścianach biura znajdowały się zdjęcia zawodników jak i w biurze trenera, ale te zdjęcia były trochę inne. Jedno z ostatnich zdjęć sprawiło, że Karinie zrobiło się gorąco. Paul Lotman. Znała tego mężczyznę zaledwie tydzień, ale intrygował ją. Było z nim trochę jak z nałogiem. Jak zaczniesz nie możesz skończyć.
- Tu jest gabinet. – Z zamyślenia wyrwał ją jej przewodnik i wskazał jej białe drzwi. Weszła i ponownie zaniemówiła. Gabinet ten był marzeniem każdego fizjoterapeuty. Stoły do masażu, szafa pełna wszystkich potrzebnych rzeczy, nowoczesny sprzęt. Po prostu raj. – Mam nadzieję, że będziesz zadowolona. Co do twoich obowiązków. Nie ukrywam, że przyjęliśmy cię do pracy z innym zamysłem niż mnie. Ja jestem wiesz, kilerem. Tak na mnie mówią - zaśmiał się i uśmiechnął krzywo. - Ty natomiast miałabyś być dobrym duszkiem. Wiesz, o co chodzi. Rutynowe badania, masarz obolałych mięsni, przygotowanie przed meczem takie jak plastry i tak dalej. Czasem jest mi ich żal, bo na prawdę muszą przeze mnie cierpieć, a dzięki tobie mogliby odetchnąć.
- A może jeszcze mam założyć mini i bluzkę z dużym dekoltem? – W tej chwili była już zdenerwowana.
- Źle mnie zrozumiałaś. Myślę, że dobrą nazwą dla tego miejsca byłby „gabinet odnowy biologicznej” lub coś w tym stylu. Takie mini męskie Spa. Nie chodzi o to żebyś paradowała nago, ale żeby oni mogli odprężyć się zarówno fizycznie jak i psychicznie.

Ten argument przemówił do niej i więcej już nie protestowała. Została zapoznana z grafikiem treningów i meczy na najbliższy sezon. Uprzedziła również Jacka, że będzie chłopaków przygotowywała do spotkań, ale meczy na pewno nie będzie oglądała. Zdziwiło go to trochę, ale nie skomentował tego. W umowie nie ma nic napisane na temat uczestnictwa pod czas zawodów. Poinformował ją również, że odzież klubowa zostanie dostarczona do końca przyszłego tygodnia. Po ustaleniu wszystkich spraw podali sobie ręce i powiedzieli sobie „Do jutra”. Już się cieszyła. Od początku czekały ją laby, bo przecież pobranie krwi od szesnastu dorosłych mężczyzn to nie wyczyn, prawda?