piątek, 8 sierpnia 2014

Rozdział XI (Ostatni)

Sylwester wyglądał jak każda inna impreza tego typu. Alkohol lał się strumieniami, a muzyka zagłuszała wszystko. Karina pierwszy raz miała okazję zobaczyć zapitych w trupa Resoviaków. Stwierdziła, że widok ten będzie ją zawsze bawił.
Kiedy wszyscy zostali, albo odwiezieni przez trzeźwe żony lub taksówki do domów, bądź położeni do pokoi gościnnych Karina sama położyła się obok Paula i wtuliła się w niego. Ten tylko mocniej ją przytulił i pocałował delikatnie. Może i był pijany i śmierdział wódką, ale nadal wydawał jej się doskonały, aż nierealny.
*
Poranek dla Amerykanina był wyjątkowo bolesny. Głowa była jak z ołowiu, a mięśnie bolały go jak po ośmiogodzinnym treningu. Wstał z łóżka starając się nie obudzić Kariny. Zszedł do kuchni po butelkę wody. Oprócz wszechogarniającego bałaganu zastał tam Krzyśka. Zastanawiał się jak się zachować. Ich relacje, od kiedy zamieszkała z nim Karina zdecydowanie pogorszyły się.
- Siema – odezwał się libero, co zbiło z tropu Amerykanina, ale odpowiedział. – Niezła impreza, co?
- Nie zaprzeczę – rozluźnił się trochę i wyjął z lodówki mleko. Kiedy upijał trochę usłyszał dźwięk telefonu Ignaczakówny. Mimo podejrzliwego wzroku jej brata odebrał. – Cześć tato – zdziwił się jeszcze bardziej słysząc po drugiej stronie swego ojca. – Nie, jeszcze śpi – spojrzał na zegarek, na którym wybiła dziesiąta. – Przekaże – zakończył rozmowę i odłożył telefon na lodówkę.
- Paul? – zagaił Igaczak.
- Hym? – zapytał popijając mleka z kartonika.
- Mam nadzieję, że traktujesz moją siostrę poważnie, bo jeśli nie to nie zazdroszczę ci bycia tobą – uniósł kąciki usta na sekundę i wyszedł zostawiając przyjmującego z pewnym dylematem. Czy traktuję Karinę poważnie?
***
Dni się dłużyły, a Karina czuła się coraz gorzej. Paul zauważył, że dzieje się z nią coś niedobrego. Nie chciała jeść, miała mdłości i cierpiała na bezsenność. Niestety, kiedy starał się wyciągnąć coś z niej ona stanowczo zaprzeczała wszystkim jego podejrzeniom.
Podczas jednej z kolacji zaproponowała spędzenie Świąt Wielkiejnocy u jego rodziców. Był bardzo zdziwiony. Nie miał zamiaru jej nawet tego proponować. Nie chciał być nachalny. Stwierdził, że Boże Narodzenie spędzone w Lakewood musiało być dla niej niełatwe, więc Wielkanoc planował spędzić z nią w Rzeszowie.
- Jesteś pewna? Nie wolałabyś zostać tu, z Krzyśkiem chociażby? – zapytał bez żadnych głębszych intencji.
- Mam rozumieć, że nie chcesz żebym ponownie odwiedziła twoich rodziców? Sugerujesz, że spędzanie Świąt z twoją rodziną jest zbyt wybiegającym krokiem w przyszłość? – spojrzała na niego z wyrzutem i z łzami w oczach wprowadzając go w zdezorientowanie.
- Przepraszam, nie o to mi… – nie zdążył już niestety dokończyć, gdyż ta wybiegła z kuchni.
Pobiegł za nią. Jak się okazało wylądowała w łazience. Klęczała na zimnych kafelkach i płakała, a on nie wiedział, co zrobić. Próbował ją objąć, ale ona zdecydowanie starała się mu to utrudnić.
- Proszę cię nie płacz. Nie o to mi chodziło. Nie chciałem na ciebie naciskać, dlatego nie wyszedłem z inicjatywą wyjazdu do moich rodziców – ujął jej twarz w dłonie i złożył na jej ustach delikatny pocałunek. – Przepraszam – pocałował ją jeszcze raz, lecz tym razem namiętnie. Jego dłonie powędrowały pod koszulkę Kariny i wtedy oprzytomniała. Odepchnęła go od siebie i znowu uciekła. Tym razem do sypialni.
Kiedy wszedł do pokoju leżała głową do poduszki i szlochała. Położył się obok niej i przepraszał. Gładził ją po plecach próbując uspokoić, ale ona jeszcze głośniej płakała. Był bezsilny. Nie mógł nic zrobić.
***
Karina powoli zaczynała popadać w depresję. W niczym nie widziała sensu. Wszystkiego miała dość. Kiedy płakała w samotności mniej bolało, ale kiedy Paul próbował ją pocieszać sprawiał jej dodatkowy ból. Coraz częściej zdawała sobie sprawę z tego, że jemu również zadaje ból. Nie potrafiła sobie sama poradzić z tym, co na nią spadło.
Podczas jednego z bezsensownych dni postanowiła zadzwonić do swojego brata. W końcu ich relacje polepszyły się. Tak przynajmniej jej się zdawało. Zadzwoniła i powiedziała jak wygląda sytuacja, że nie wie, co zrobić. Powiedział jedynie, że jeśli się wpakowała w kłopoty to musi sobie teraz sama poradzić. Rzuciła telefonem o ścianę.
Do salonu wszedł akurat Paul. Kiedy zobaczył, że jego ukochana znowu płacze usiadł obok niej i starał uspokoić.
- Proszę cię nie płacz. Zrobię wszystko żebyś nie płakała – ujął jej twarz w dłonie jak to zwyczaj miał robić i złożył delikatny pocałunek. – Jesteś dla mnie ważna, wiesz o tym Słońce? Jesteś takim moim słoneczkiem, ale zaczynasz powoli tracić blask, a ja nie mogę na to pozwolić – przytulił ją, a ona zanim zaczęła rzewnie płakać wtuliła się w niego jak małe dziecko. - Proszę, nie płacz – odezwał się, ale wiedział, że to nic nie da. Był równie bezsilny, co ona.
***
Stali na lotnisku czekając na swój lot. Karina rozglądała się niepewnie i mocno zaciskała dłoń Paula. Czuła się źle. Nie chodziło o to, że była załamana czy bezsilna. Bolało ją wszystko. Miała ochotę zwrócić dzisiejsze śniadanie, które wepchnął siłą w nią Lotman. Spojrzała na niego. Nie zdawała sobie sprawy, że on przejmuje się jeszcze bardziej jej zdrowiem. Uśmiechnęła się lekko do niego wywołując u niego wielkiego banana na twarzy. Już dawno nie wykonała takiego gestu. Nawet pocałowała go delikatnie. Cieszyła się, bo przecież wszystko miało się wyjaśnić.
*
Powitania w domu Lotmanów jak zawsze były wielkie. Jako, że w Święta Wielkanocne w Lakewood spędzić miały tylko dwie siostry Paula zamieszanie nie było tak duże jak podczas ostatniej wizyty. Przyjmujący zauważył, że na ustach Kariny zagościł wreszcie uśmiech, a zgłasza wtedy, gdy wzięła na ręce małą córeczką jego siostry. Powędrował wzrokiem za nimi do salonu, a sam wszedł do kuchni.
- I jak tam synku? – zaczął senior Lotman i usiadł naprzeciw syna, który odetchnął i schował twarz w dłoniach. – Aż tak źle?
- Tata ja już sam nie wiem - zawiesił głos. – Nie wiem, czemu Karina tak się zachowuje. Płacze całymi dniami. Za każdym razem, kiedy wracam z treningu boję się, że w korytarzu zastanę jej walizki i ją mówiącą, że to koniec – jęknął i spojrzał na ojca jakby oczekując odpowiedzi, lecz ten nie odezwał się. – Ale za chwilę stwierdza, że chce lecieć na Święta do Lakewood powodując jeszcze większy mętlik w mojej głowie. Tato?
- Oj synek – westchnął i powędrował wzrokiem na tablicę korkową zawieszoną na ścianie w kuchni, na której widniały zdjęcia całego jego potomstwo wraz ze swoimi połówkami. Także Paula i Kariny. – Wiesz, że my nie mamy z mamą absolutnie nic przeciwko Karinie a wręcz przeciwnie, więc może podejmij dalszej kroki. Rozumiesz? – zapytał, ale sądząc po wyrazie twarzy syna nie zrozumiał. – Kochasz ją?
- Tato ja nie wiem… Teraz jak ona się tak zachowuję to nie wiem, czy ona mnie kocha, a przecież miłość musi być odwzajemniona. Coraz częściej zaczynam wątpić.
- A może ona tak się zachowuję, bo cię kocha – powiedział i wstał od stołu. – Myślę, że wszystko niedługo się wyjaśni – poklepał syna po plecach. – Uwierz mi – uśmiechnął się i wyszedł tworzą jeszcze większy mętlik w głowie Paula. Teraz to już niczego nie był pewien.
*
Cały wyjazd do Ameryki z grubsza wydawać się mógł udany jednak plany Kariny nie zostały wcielone w życie. Starała się zachowywać naturalnie, ale nie udawało jej się to w pełni. Widziała zmartwioną minę Paula za każdym razem, kiedy rozmawiali. Doceniała też to, że się o nią martwił, ale nadal nie przełamała swojego strachu.
Kiedy podczas ostatniego wieczoru u Lotmanów udała się do kuchni po szklankę mleka zastała w pomieszczeniu Paula z nietęgą miną i jego ojca. Senior spojrzał na nią wymownie, a Junior uśmiechnął się niemrawo.  
- Karina musi z tobą porozmawiać – powiedział Piotr i wyszedł z kuchni posyłając pokrzepiające spojrzenie Ignaczakównie.
Między tą dwójką zapadła bardzo nieprzyjemna cisza. Dziewczyna usiadła naprzeciwko przyjmującego. Kiedy położyła dłonie na stół on automatycznie je złapał.
- Proszę powiedz, co się dzieję. Ja już nie mogę patrzeć na twoje łzy – odparł łamiącym się głosem.
- Paul ja tak wszystko zepsułam, ja nie wiem ja to się stało – spojrzała na niego spode łba. – Tak bardzo cię przepraszam.
- Ale za co? – spojrzał na nią błagalnie.
- Za to, że będziesz ojcem – wychrypiała, a łzy zaczęły ciec po jej policzkach.
- Karinka – odezwał się po chwili Paul. – Chodź tu do mnie – uśmiechnął się i posadził ją sobie na kolanach. – Czemu płaczesz? Przecież to wspaniale, że zostaniemy rodzicami. Kocham cię i nie wyobrażam sobie założyć rodziny z inną kobietą – wyjaśnił i pocałował ją w usta.
- Naprawdę? – zapytała na co on kiwnął głową. Ona natomiast zaczęła jeszcze rzewniej płakać.
- Ale czemu znowu płaczesz, Karina?
- Bo ty jesteś taki dobry, a ja myślałam, że będziesz zły, że mnie zostawisz – te słowa bez dwóch zdań ubodły mężczyznę. – Nie zasługuję na ciebie.
- Nie masz prawa tak myśleć rozumiesz? – spojrzał jej w oczy. - Teraz będzie już tylko lepiej. Kocham cię – pocałował ją namiętnie, a ona od paru tygodni pierwszy raz odwzajemniła pocałunek. Naprawdę była pewna, że będzie już tylko lepiej.  

Czy było tylko lepiej? Owszem było tylko lepiej.   

wtorek, 5 sierpnia 2014

Rozdział X

Leżała na materacu, który był łóżkiem Paula. Też zawsze chciała mieć takie łoże, ale jej matka nigdy by się na to nie zgodziła. Była ciekawa, co z matką. W szpitalu powiedziała, że jeśli stałoby się coś poważnego zadzwoniliby. Jeszcze nie zadzwonili.
- O czym myślisz? – zapytał Lotman kładąc się, a raczej uwalając obok niej. Jego włosy były jeszcze trochę mokre, więc ona odsunęła się lekko.
- O mamie – na te słowa obrócił się na brzuch i przyjrzał się jej.
- Nie wiem, co mam ci powiedzieć. Nie wiem, kim była twoja matka, nic o niej nie wiem – odparł starając się, aby nie brzmiało to jak pretensje.
- Paul ja wiem, że ty o mnie wiesz tak mało, ale ja nie wiem jak ja mam ci to opowiedzieć.
- Po prostu, od początku – odpowiedział, a ona po chwili zastanowienia zaczęła opowiadać.
- Moja mama była alkoholiczką i od kiedy przeprowadziłam się do niej musiałam się nią opiekować. To są rzeczy, których nie da się opisać. Później nawet na trzeźwo zaczęła się dziwnie zachowywać. Okazało się, że ma zaburzenia psychiczne. Wiedziałam, że trzeba coś z tym zrobić. Byłam na studiach i nie mogłam zaprzepaścić ich dla matki, więc znalazłam szpital w którym pomogliby jej.
- A Krzysiek? Nie pomógł ci?
- Nic nie wiedział. Kiedy zaczął grać w siatkówkę wszystko zaczęło się sypać. Nie rozmawialiśmy już tak często, kiedy udało mi się przylecieć do Polski on po prostu nie miał dla mnie czasu. Oddaliliśmy się od siebie zdecydowanie, ale kiedy przyleciałam pewnego razu stało się coś co spowodowało chorą nadopiekuńczość u Krzyśka, gdy widzi obok mnie mężczyznę – wyjaśniła i spojrzała na  niego uśmiechając się blado.
- Jeśli nie chcesz o tym rozmawiać…
- Może i nie chce, ale powinieneś o tym wiedzieć. Nie wiem właściwie, od czego zacząć – na chwilę zamilkła, aby po chwili zacząć. – Krzysztof miał przyjaciela, Łukasza. Łukasz był podobny do mojego brata. Lubli razem żartować, robić kawały i tak dalej, ale różnili się jednym. Mieli zdecydowanie inne podejście do kobiet. Krzysiek już wtedy znał Iwonę, co prawda nie byli zaręczeni, ale obydwoje już układali sobie przyszłość.
- Mówisz o Łukaszu Kadziewiczu, tym Kadziewiczu?
- Znasz go?
- Tylko z widzenia, chyba kiedyś graliśmy przeciwko sobie – wyjaśnił i zmienił pozycję.
- Byłam zakochana w Kadziu – zatrzymała się na chwilę. – Zakochana to dużo powiedziane. Miałam osiemnaście lat, a on był przyjacielem starszego brata. Wiesz jak to działa na nastolatki? To wszystko stało się kiedy napisałam maturę i przyjechałam to świętować w Polsce. Przy okazji były urodziny Krzyśka, więc zrobił domówkę. Staram się o tym zapomnieć, ale nad wspomnieniami nie da się zapanować.
Młoda brunetka siedziała osamotniona na parapecie i sączyła słabego drinka. Jednego z pierwszych w jej życiu. Patrzyła z tęsknym wzrokiem na jednego z wyższych mężczyzn na tej imprezie i wyobrażała sobie jak wspaniale byłoby gdyby on byłby jej. Zauważyła, że on również się na nią patrzy. Zarumieniła się i wróciła do obserwowania swoich szczupłych nóg.
- Co tak sama siedzisz? – podszedł do niej i złapał za kolano. – Napij się czegoś porządnego, a nie tego syfu, co Igła cię nim uraczył – zaśmiał się i podał jej swojego drinka, a ona wzięła go niepewnie. – Do dna maleńka – znowu się zaśmiał i podniósł jej szklankę, aby wypiła szybciej trunek. Okazało się, że była to czysta wódka. – Dobre, co? – odstawił szklankę na bok i powędrował ręką pod jej sukienkę. – Oj Karinka – zaśmiał się po raz setny tego dnia i pocałował ją namiętnie.
Ona była zdezorientowana. To nie był jej pierwszy pocałunek w życiu, ale pierwszy tak intensywny i to z nim. Poczuła jak zsuwa ją z parapetu. Nie chciała przestawać. Alkohol zaczął działać, a zdrowy rozsądek wyparował. Zaprowadził ją do jej pokoju i zamknął za sobą drzwi na klucz. Położył ją na łóżku i zaczął ją rozbierać. Jego ręce były wszędzie, a po chwili była już naga. Pieścił ją, a ona czuła się jak w niebie. Po krótkim czasie zrobił to, na co czekała ona jak i on. Wszedł w nią dość agresywnie wywołując u niej salwy bólu. Zaciskała zęby i starała się powstrzymać łzy. Kiedy było po wszystkim odetchnęła z ulgą. Chciała się do niego przytulić, ale jego już nie było. Zniknął tak szybko jak się pojawił.
Zaczęła płakać. Zawinęła się szczelnie w kołdrę i starała zasnąć. Poduszka po paru minutach była już mokra od łez, które pomimo jej starań nie chciały przestać lecieć. Zza drzwiami nadal leciała głośna muzyka, co oznaczać mogło tylko i wyłącznie to, że impreza nadal trwa.
- Kiedy cała ta zabawa skończyła się do mojego pokoju weszła Iwona z Krzyśkiem. Kiedy Iwa zauważyła jak wygląda sytuacja kazała mojemu bratu wyjść, a ten o dziwo jej posłuchał. Prawdopodobnie niczego się nie domyślał – spojrzała na Paula, a on otarł jej łzę, która spływała po policzku i pocałował ją delikatnie w obojczyk. – Kiedy Iwonie powiedziałam, co się stało zrobiła się blada jak nigdy. Nie przyjaźniłyśmy się, ani nic w tym stylu, ale ona chyba chciała przekonać mnie do siebie. Pomogła mi. Kazałam jej nic nie mówić Krzyśkowi, ale ona powiedziała, że nie może tej sprawy zostawić tak po prostu, a kiedy dowiedział się o tym rozpętał piekło. Chciał zabić Łukasza gołymi rękoma, ale skończyło się tylko na złamaniu nosa i paru sińcach. Od tamtego czasu ze sobą nie rozmawiają.
Paul widząc jej łzy nie mógł nic nie zrobić. Przytulił ją i zaczął głaskać po głowie w między czasie całując ją delikatnie.
- Nie płacz kochanie. On już nigdy nie wróci, a ja cię nie zostawię. Obiecuję ci – wziął jej twarz w dłonie i spojrzał głęboko w oczy. – Jesteś dla mnie najważniejsza, rozumiesz? Najważniejsza - pocałował przypieczętowując swoje słowa, a ona zdała sobie sprawę, że Lotman to jej jedyne dwieście centymetrów szczęścia.
***
Wrócili do Polski, a dni mijały. Zima nadal była zimą, a oni sobą. Kariny głowę zaprzątała jednak inna sprawa. Coś o czym powinna poinformować Paula. Coś o czym wiedział już jego ojciec.
Natomiast głowę Lotmana zaprzątała sprawa całkiem odmienna. Zabawa Sylwestrowa, którą miał zamiar zrobić. Każdy był już zaproszony, nawet Krzysiek Ignaczak. Tak naprawdę ustalone wszystko ustalone było przed Świętami, lecz on chciał żeby wszystko było doskonale. Usłyszał dźwięk telefonu. Naughty Boy zaczęło wypełniać salon. Odebrał telefon Kariny, której w pomieszczeniu nie było. Okazało się, że był to jej brat. Pytał czy wcześniej wymieniona jest obecna. Paul potwierdził jej obecność. Krzysiek natomiast poinformował go, że będzie za dwadzieścia minut. Kiedy Karina dowiedziała się, że jej brat ma się pojawić u Lotmana spanikowała.
- Proszę cię kochanie uspokój się – przytulił Ignaczakównę przyjmujący. Pocałował ją w czubek głowy. – Uśmiechnij się.
- Paul, ja się boję – spojrzała na niego ze łzami w oczach.
- Nie płacz. Jeśli chcesz mogę być przy tej rozmowie.
- Nie, lepiej nie – odpowiedziała, ale on już nie zdążył nic powiedzieć bo rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. – Idź na górę, dobrze? – pocałowała go i skierowała się w stronę drzwi. Zanim je otworzyła wzięła głęboki oddech.
- Cześć Karina – powiedział i uśmiechnął się blado. – Mogę wejść?
- Tak, oczywiście. Wchodź – przepuściła go w drzwiach. – Na pewno zmarzłeś. Chodźmy do kuchni. Zrobię ci herbaty.
Kiedy siedzieli na przeciw siebie z kubkami parującej cieczy dziewczynę obleciał jeszcze większy strach. Żadne z nich nie chciało odezwać się pierwsze. Jednak on zrobił to pierwszy.
- Przyjechałem tu żeby z tobą porozmawiać, ale głównie przeprosić – spojrzała na niego zaskoczona. – Chodzi mi o moje zachowanie. Bezsensowna nadopiekuńczość i bezpodstawna obawa przed Paulem i myślą o tym, że mogłoby was coś łączyć. Przepraszam – złapał ją za dłoń, a ona o dziwo jej nie cofnęła. – Nie mogłem sobie wybaczyć, że spędziliśmy Święta osobno. Dzwoniłem do ciebie, ale nie odbierałaś. W drugi dzień Świąt nawet przyjechałem tu, ale nie było nikogo. Martwiłem się o ciebie, ale Jochen zapewnił mnie, że jesteś bezpieczna. Nie chciał jednak powiedzieć niczego więcej – spojrzał na nią oczekując odpowiedzi.
- Byłam z Paulem – jego brwi uniosły się ciut wyżej. – Polecieliśmy razem do jego rodziny w Lakewood – teraz jego brwi sięgnęły jeszcze wyżej. – Zaprosił mnie, a ja się zgodziłam.
- Czyli to coś poważniejszego?
- To coś poważnego Krzysiek i jeśli tego nie zaakceptujesz to nasze godzenie się jest bezsensowne – powiedziała to, co leżało jej na sercu. Jej brat nie odezwał się przez dobre dwie minut.
- Dobrze, rozumiem – uśmiechnął się lekko. – Jesteś dorosła i nic na to nie poradzę – wstał i przytulił ją. – Kocham cię.
- Ja ciebie też – wtuliła się w niego i uroniła ze dwie łezki.
- Oh, nie płacz – otarł jej łzy i uśmiechnął się. – Pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć. Gdybyś miała jakieś problemy z Paulem to wiesz…
- Proszę cię Krzysiek. Paul to nie Łukasz – wypowiedziała jego imię, a jej brat nagle spiął mięśnie. Zawsze tak reagował. – Przestań.
- Boję się o ciebie ty moja mała siostrzyczko – przytulił się do niej, a ona zaczęła się bać znowu czy Krzysiek pozostanie przy swoim postanowieniu.

czwartek, 19 czerwca 2014

Rozdział IX

Siedziała w samolocie do Lakewood. Kiedy patrzyła przez okno uśmiechała się i przypominała sobie jakich argumentów użył Paul, aby przekonać trenera do tego, aby pozwolić jej lecieć z nim. Kowal oczywiście nie miał zamiaru zabronić im tego, ale chodziło to, aby ona pozostała w Polsce i zajęła się sprawami związanymi z drużyną. Lotman bliski był błagania na kolanach. To był pierwszy z momentów, w którym uświadomiła sobie, że przyjmujący jest kimś więcej niż kochankiem.
- O czym myślisz? – wyrwał ją z letargu właśnie ten przyjmujący.
- O tym, że twoja matka może mnie nie zaakceptować? – uśmiechnęła się blado.
- Zawsze możesz liczyć na mojego ojca. On lubi wszystkie kobiety – zaśmiał się i pocałował ją delikatnie.
- Pocieszyłeś mnie wiesz? – zmrużyła oczy i spojrzała na niego z wyrzutem.
- Ale ja mówię na serio – poprawił jej okulary i znowu się zaśmiał, a ona naprawdę się bała.
*
Kiedy stała na lotnisku była jeszcze bardziej przerażona niż w samolocie. Wszystkie tragiczne scenariusze przewijały się przed jej oczami. Paul prawdopodobnie zauważył strach wymalowany na jej twarzy i złapał za rękę dodając otuchy.
- Proszę tylko mi nie mów, że myślisz o tym, że moja matka cię nie zaakceptuję? – zapytał ciągnąc ją w stronę drzwi. – Karina?
- Paul proszę cię – spojrzała na niego błagalnie.
- O co tym razem? – Chciała odpowiedzieć, ale on szarpnął ją mocniej, a za chwilę Lotman witał się z jakimś mężczyzną. – Mike to jest Karina. Karina to jest Mike, mąż Katherine – przeszedł na język angielski, a Karina która dawno nie używała tego języka musiała chwilę zastanowić się co powiedzieć.
- Miło mi – uśmiechnął się Mike i spojrzał znacząco na Paula. – Nie stójmy tu. Zapraszam do auta – powiedział i udali się na parking do terenowego auta, które należało do małżeństwa Deep.
Mike przez całą drogę gadał jaki jest szczęśliwy, że jego żona jest w długo wyczekiwanej ciąży. Karina niestety słabo słuchała. Odpowiedziała na parę pytań, ale nie miały one większego sensu.
- Rozumiem, że martwisz się teściową? – zaśmiał się widząc w lusterku minę Ignaczak. – Powiem tak – nie bój się dziewczyno! Ja już coś o tym wiem.
O dziwo kobieta lekko się rozluźniła. Przecież Deep też był kiedyś w takiej samej sytuacji co ona. Po chwili jednak byli już pod domem, a raczej posiadłością Lotmanów, a cała pewność siebie prysła jak bańka mydlana.
- Uśmiechnij się kochanie – Paul otworzył drzwi od auta i pocałował Karinę. – Chodź – złapał ją za rękę i pocałował jeszcze raz.
- Paul! Karina! Wreszcie jesteście! – usłyszeli po polsku. Okazało się, że głos ten należy do ‘teściowej’, która w cienkim sweterku wybiegła na dwór.
- Mamo przeziębisz się.
- Nie marudź – przytuliła swojego syna, a później przytuliła towarzyszkę swojego syna. – Bardzo cieszę się, że wreszcie mogę cię poznać.
- Ja również się cieszę – odpowiedziała zszokowana zachowaniem pani Susan i weszła za nią do domu.
- Już są! – krzyknęła pani domu, a w przedpokoju znalazło się około dziesięciu osób w tym piątka dzieci.
W tym momencie Karina przestała pamiętać, co się dokładnie działo. Została oddawana z rąk do rąk. Witała się ze wszystkimi po kolei. Musiała, co chwilę przestawiać się z języka polskiego na angielski. Od wszystkich usłyszała miłe słowa, dzięki którym poczuła się jak u siebie. Każda z sióstr Paula wyściskała ją podwójnie twierdząc, że przynosi to szczęście. Jej szczęście miało dwa metry wzrostu i stało nieopodal i uśmiechało się pokrzepiająco. Ona też się uśmiechnęła i to wreszcie szczerze.
*
Od samego rana w domu Lotmanów trwał wielki chaos. Dzieciaki z nieudolną pomocą Paula próbowały ubrać choinkę, mężczyźni pojechali dokonać ostatnich zakupów świątecznych, Katherine próbowała każdej możliwej potrawy, więc makowiec był nadkrojony, karp w galarecie nie miał już kawałka ciała, a reszta krzątała się w kuchni. Nikt tak naprawdę nie miał czasu na osobiste rozmowy z Kariną i zwierzanie się z przeszłości. Ona jak najbardziej była zadowolona z takiego obrotu spraw.
Kiedy skończyła zagniatać ciasto na pierogi poszła umyć ręce do łazienki, bo w kuchni przy zlewie jedna z sióstr Lotmana musiała opatrywać oparzenie swojego męża. W salonie jednak zahaczył ją Paul.
- Co tam Kotek? – złapał ja za biodra i przyciągnął do siebie.
- A nic Misiaku. Uważaj bo się pobrudzisz! – odchyliła się kiedy chciał ją pocałować.
- Ale nie mamy innego wyboru moja droga – poprawił jej okulary i uśmiechnął się. Spojrzał znacząco do góry. Nad nimi wisiała wielka jemioła. – Nie masz wyboru Kotuś – nie czekając na jej odpowiedź wpił się w jej usta. Ona od razu odwzajemniła pocałunek.
- Blee… - usłyszeli i od razu przestali się całować.
- Ty się nie znasz – odpowiedziała najstarsza siostrzenica Paula. – Możecie kontynuować, my spadamy – podniosła kciuki do góry i już jej nie było.
- To jak? – zapytał i szykował się do następnego pocałunku, ale ona również szybko zniknęła. – No Karina, no! – rozłożył ręce i zrobił zrezygnowaną minę.
- Oj Paul, Paul – tym razem wtrącił się ojciec Lotman. – Oj Paul.
- No co tato?
- Nic synek, nic – zaśmiał się i również zmył się.
Paul nierozumiejący nic z tego rozczarowany też zniknął, a dokładnie zaczął szukać Ignaczakówny. W końcu jej tego nie odpuści.
*
Dzielenie się opłatkiem dla jednych jest to chwila niezręczna, dla drugich natomiast wyjątkowa. Karina zdecydowanie należała do tych pierwszych. Wypowiadanie ckliwych słówek nigdy nie należały do jej mocnych stron. Spojrzała, z kim teraz musi wymieniać życzenia. Ojciec Paula. Był do niego bardzo podobny. Pomyślała, że byłoby bardzo dobrze gdyby Lotman Junior wyglądał za paręnaście lat tak jak Lotman Senior. Przełknęła głośno ślinę. Zdała sobie sprawę, że już po raz któryś od przyjazdu do Lakewood myśli o przyszłości, która związana jest z przyjmującym.
- Oj Karina, spokojnie – zagarnął ją do siebie pan Lotman. – Ani ja, ani Susan niczego od ciebie nie oczekujemy. Po prostu jesteś kobietą, którą przedstawił nam nasz syn, nic wielkiego.
- Właśnie nie – spojrzał na nią zdziwiony. – Ja z nim mieszkam, sypiam nim, a najgorsze jest to, że zaciągnął mnie do Ameryki. Boję się – przytuliła się do Piotra, a on pogładził ją po włosach i pocałował w czubek głowy.
- Nie bój się, nie masz czego. Jeśli zawlókł cię, aż tu to znaczy, że jesteś dla niego ważna. Uwierz mi – spojrzał na nią i otarł łzę spływającą po policzku. – Wiesz, że jesteś pierwszą dziewczyną jaką przedstawił nam Paul? – uśmiechnął się do niej, a ona go odwzajemniła.
- Przepraszam, nie powinnam się rozklejać – poprawił włosy i strzepała niewidzialny kurz ze swojego swetra.
- Jak będziesz miała jakiś problem to wal do mnie jak w mur czy jak to się tam mówi – poklepał ją po ramieniu i zaśmiał się. – Oddaję cię w inne ręce.
Karina spojrzał się na niego dziwnie, ale on szybko podszedł do jednej z córek i zaczął łamać się z nią opłatkiem. Po chwili jednak zrozumiała sens słów Lotmana. Przed nią stał Paul w jej ulubionej białej koszuli. Uśmiechnął się zniewalająco i przysunął się do niej. Teraz dzieliły ich centymetry.
- Wiem, że nie lubisz takich szopek także załatwię to szybko. Chciałbym żebyś była zawsze szczęśliwa, żeby wreszcie wszystkie sprawy z Krzyśkiem poukładały i żebyś spełniała swoje marzenia.
- A ja chciałabym żebyś był – wyszeptała i delikatnie go pocałowała.
- Będę – przytulił ją i pocałował ponownie.
- Siadajmy już do stołu! – usłyszeli z ust pani domu i usiedli do stołu.
*
Wszyscy siedzieli wokół choinki. Karina siedziała na fotelu, a na oparciu fotela Paul. Natomiast senior rodu siedział obok choinki i wyczytywał imiona widniejące na prezentach. Dzieci parę prezentów później siedziały na podłodze wokół papieru prezentowego testując nowe zabawki. Karina czuła się lekko niezręcznie gdyż dostała skromne upominki, a sama niczego nie podarowała.
- Cóż to za mała paczuszka? – zapytał Piotr i rozejrzał się po pokoju. – Karina, proszę cię dziecko – powiedział i podał zawiniątko dziewczynie.
 - To ode mnie – szepnął Paul, a ona powoli rozerwała papier. To co zobaczyła przeszło jej najśmielsze oczekiwania.
 - Podoba ci się? – zapytał ‘Gwiazdor’ i spojrzał na nią uważnie.
 - Czy mi się podoba? Paul ty moje kochanie – przytuliła go i pocałowała namiętnie. – Nie wierze, że to zrobiłeś.
- W końcu bardzo lubisz Buicka i ciągle nim jeździsz więc stwierdziłem, że jego dowód rejestracyjny z Karina Ignaczak w rubryce właściciel będzie dobrym prezentem – uśmiechnął się nieznacznie i zarobił jeszcze jednego całusa.
- Mój prezent dla ciebie pewnie jest jeszcze u lakiernika – wyjaśniła, a on posłał jej pytające spojrzenie. – Dałam Buick Rivere do lakiernika. Wspominałeś kiedyś, że już dawno chciałeś go przemalować, ale nikt nie chciał malować tak starego auta, ale poszperałam trochę w Internecie i znalazłam dobrego lakiernika i o…
- Jesteś wspaniała, wiesz? – spojrzał jej głęboko w oczy i pocałował.

czwartek, 1 maja 2014

Rozdział VIII

Karina jechała swoim Buckiem. Niby nie powinna tego auta nazywać swoim, ale jeździła nim zdecydowanie więcej niż Lotman i lubiła to auto. Zaparkowała pod blokiem swojego brata. Spokojnie pokonała te trzy piętra i stanęła przed drzwiami. Nie miała zbyt dobrego przeczucia, co do tej rozmowy. Co prawda ich ostatnia wymiana zdań skończyła się dobrze i przez ostatnie dwa miesiące wszystko się układało to kiedyś musi przyjść koniec tej sielanki. Drzwi otworzyła Iwona posyłając jej przepraszające spojrzenie. Ignaczakówna skierowała się w stronę kuchni. Od kiedy pamięta zawsze w tym pomieszczeniu przeprowadzała ze swoim bratem rozmowy.
- Cześć bracie.
- Czemu się spóźniłaś? – zapytał z wyrzutem.
- Byłam w kościele i się zasiedziałam
- Msza się przedłużyła? – prychnął i spojrzał na nią uważnie.
- Dobrze wiesz, że nie zgadzam się z tym co księża…
- Okej wierze ci – przerwał, a Kari zauważyła, że on zbiera się do poważniejszej rozmowy. – Jesteś moją siostrą i jedną z najważniejszych osób w moi życiu i chcę żebyś o tym wiedziała. Wiem, że w przeszłości nie zawsze świeciłem przykładem dobrego brata i popełniłem wiele błędów, ale teraz chcę to naprawić póki mam okazję. Jesteś już dorosła, niedługo będziesz miała swoją rodzinę i nie będę miał okazji nadrobić tego, co straciłem. Przepraszam – spojrzał się na nią uważnie. – Jednak to wyłącznie od ciebie zależy czy mi wybaczysz – wpatrywał się w nią, a ona nie miała zielonego pojęcia, co zrobić. Powinna wybaczyć, prawda? Ale wybaczanie naprawdę nie jest łatwe.
- Też cię kocham, ale musisz zrozumieć, że mi też nie jest łatwo – załamała ręce i wzięła głęboki oddech.
- Wiem i rozumiem. Jeśli nie wybaczysz…
- Wybaczę, przecież jesteś moim bratem – uśmiechnęła się i przytuliła go. – Kocham cię.
- Ja ciebie też więc musisz zrozumieć, że czasem jestem nadopiekuńczy bo nie chcę żeby ktoś cię skrzywdził. Okej? – pocałował ją w czoło i pogłaskał po włosach. – Moja siostrzyczka. To, co napijesz się czegoś i porozmawiamy jak brat z siostrą? – zaproponował, a ona zgodziła się na mała kawę.
Rozmawiali dobrą godzinę o wszystkich błahostkach. Było zdecydowanie za wcześnie, aby poruszać ważne i delikatne tematy. Ich rozmowę przerwał telefon Kariny.
- Hej. Nie wiem, ale pewnie będę niedługo w domu. Będę uważać, oczywiście. No to papa - zakończyła rozmowę i schowała telefon do torebki.
- Kto to był?
- Oj nie przesadzaj. To tylko Paul – machnęła ręką. Naprawdę miała dość kłótni.
- Paul? Co chciał?
- Krzysiek proszę cię nie zaczynaj. Chciał zapytać, kiedy będę. Nic więcej – wytłumaczyła i była już pewna, że z rozejmu z Krzyśkiem nici. Jej brat po prostu nie potrafił nie wtrącać się w jej sprawy.
***
Paul właśnie kończył rozmawiać ze swoją siostrą. Ustalali oni szczegóły, co do jego przyjazdu na Boże Narodzenie. Mieli, co prawda jeszcze całe dwa tygodnie, ale on nie mógł już doczekać się spotkania z rodzicami i siostrami. Wyobrażał sobie tą atmosferę, choinkę, zapach makowca, jemiołę. Uśmiechnął się. Będzie mógł pocałować Karinę i nikt nie będzie mógł przyczepić się do ich zachowania.
Jednakże po chwili zastanowienia zaczął wracać na ziemię. Przypomniał sobie, że ona będzie tu w Polsce, a on tysiące kilometrów stąd w Lakewood. Nie miał zamiaru namawiać jej do wyjechania z nim. Byłoby to bez sensu. Tyle lat była poza granicami Polski więc oczywiste było, że chciałaby spędzić święta w rodzinnym kraju.
- Hej Paul! – z letargu wyrwał go głos Kariny.
- Cześć. Właśnie zastanawiałem się, co robisz w święta. No wiesz, Wigilia, Boże Narodzenie i tak dalej? – przyjrzał się jej uważnie. Przez chwilę zdawało mu się, że widział na jej twarzy nutę strachu.
-  Krzysiek i Iwona mnie zaprosili. Wiesz, taka rodzinna Wigilia – uśmiechnęła się blado i wyszła z pokoju.
Paul nie drążył tematu. Nie miał zamiaru do niczego jej przekonywać. Nie byli razem, więc czemu miałby to robić?
***
- Mi żonka powiedziała, że moja kochana teściowa mnie odwiedza, więc jestem wręcz wniebowzięty – zaczął temat Buszek. – Zacznie się od tego, co zawsze „Co wy tam na tym boisku robicie? Strzelacie bramki, prawda?”. No ręce mogą opaść.
- Nie martw się Buszu! – machnął ręką Olieg zakładając czystą koszulkę. - Ja mam jechać na przedświąteczne zakupy. Już się boję…
- Porozmawiajmy o czymś milszym. Mam nadzieję, że przyjdziecie na Sylwestra do mnie, co? Impreza jak w tamtym roku – spojrzał się znacząco na przyjaciół Paul chowając strój treningowy do torby.
- Ja będę! – krzyknął Kosa. – Już nie mogę się doczekać.
- Mam nadzieję, że zabierzesz ze sobą tą swoją przyjaciółkę – uśmiechnął się Nowakowski. – Martę?
- Milenę! – poprawił środkowego zirytowany Grzegorz. – Zastanowię się jeszcze – Grzegorzowi nie uśmiechało się przypatrywanie się temu jak Pit podrywa jego przyjaciółkę.
- Ja spasuję. Jadę do teściów do Wałbrzycha. Wątpię żebyśmy wrócili – odezwał się Igła. Paul słysząc to chciał zadać pytanie, ale Krzysiek już wyszedł z szatni. Chyba czeka cię pogadanka z Kariną, pomyślał i również wyszedł.
***
Karina siedziała w salonie i czytała mało interesującą książkę. Była przygnębiona i nawet nie pomógł jej kawałek szarlotki. Odłożyła książkę i odchyliła głowę do tyłu. O paru dni nękają ją wspomnienia. Złe wspomnienia. Z Paulem nie chciała rozmawiać o tym, a z Iwoną nie mogła. Nie mówiąc już o Krzyśku z którym pokłóciła się znowu. Oczywiście o to samo, co zawsze – o Paula i Łukasza. Potarła sobie skronie. Czasem miała już dość. Z Lotmanem też nie układało się najlepiej. Od paru dni chodził struty. Usłyszała szczęk kluczy. Sama już nie wiedziała czy się cieszyć czy nie.
- Hej Karina! Gdzie jesteś? Chcę pogadać – usłyszała i wiedziała, że nie ma się z czego cieszyć.
- W salonie.
- Karina? – usiadł obok niej i spojrzał się na nią uważnie. – Poleciałabyś ze mną do Lakewood? - zapytał, a ona nie wiedziała, co odpowiedzieć. Z nim? Do Ameryki?
- Ale kiedy?
- Na Święta.
- Na te Święta?
- Wiem, że nie spędzisz ich u Krzyśka – powiedział, a ona chciała już coś wtrącić. – Nie ważne skąd wiem. Nie pozwolę ci spędzać samej świąt. Po moim trupie.
- Paul, ja nie wiem, co powiedzieć… Tam będzie twoja rodzina i co im powiemy?
- No jak to co? Prawdę.
- Że parę razy ze sobą sypialiśmy i razem mieszkamy?
- Nie. Że jesteś dla mnie ważna i nie wyobrażam sobie Świąt bez ciebie – wyjaśnił i pocałował ją delikatnie. Uśmiechnęła się. Lubiła gdy taki był. Resztę wieczoru spędzili przed kominkiem. 

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Rozdział VII

Ignaczak powoli otwierała oczy. Wyprężyła się niczym kot i otworzyła lekko oczy. Od razu zauważyła, że nie jest w swoim pokoju. Dopiero po chwili spostrzegła, że obok niej leży Paul. Uśmiechnęła się. Był taki piękny, gdy spał. Postanowiła wykorzystać sytuację i pocałowała go. On niespodziewanie odwzajemnił pocałunek. Otworzył oczy i spojrzał na nią z lekkim uśmiechem nie przestając jej całować. Obrócił ją. Zaczął wodzić ustami po jej szyi, dekolcie, a ona nie miała nic przeciwko. Jego ręce pieścił jej skórę wywołując przyjemne dreszcze. Pocałował jej obojczyk i zatrzymał się na chwilę. Ich twarze dzieliły centymetry. Karina potrzebowała paru sekund, aby jej oddech wyrównał się. Spojrzała na niego pytająco.
- Karina, nie powinniśmy… - zaczął spokojnie i oddalił się od niej tak, że siedział jej na udach.
- Jak to ‘nie powinniśmy’? – zapytała podciągając się na łokciach. – Bo co? Boisz się mojego brata?
- Nie o to chodzi. Szanuję cię i to wszystko nie powinno tak wyglądać. – Odgarnął jej z twarzy niesforny kosmyk.
- A jak niby?
- Powinniśmy się poznać, chodzić na randki, a nie od razu zaczynać od seksu – wyjaśnił spokojnie i czekał na jej reakcję.
- Do jasnej cholery Paul! Jak ty chcesz… przecież to bez sensu! My razem mieszkamy.
- Ale to nie znaczy, że mamy ze sobą spać.
- Może od razu powiedz, że cię nie pociągam i skończmy z tymi podchodami. – Wygramoliła się spod ciężaru Lotmana.
- Co ty za głupoty wygadujesz? Jak ty możesz mnie nie pociągać?! Stoisz przede mną w tej seksownej bieliźnie, chodzisz w tych swoich obcisłych spodniach, bluzkach z dekoltami i jak ty masz mnie nie pociągać? Jesteś jedną z najseksowniejszych istot na Ziemi!
- To dlaczego nie chcesz się ze mną przespać? – zapytała drżącym głosem powstrzymując łzy.
- Bo cię szanuję i nie chcę żebyś podejmowała jakieś decyzję pochopnie – wyjaśnił i wstał z łóżka, aby ją przytulić. O dziwo nie sprzeciwiła mu się, ale mocno w niego wtuliła.
- Ja tak potrzebuję bliskości. Ja tak potrzebuję ciebie. – Zadarła głowę i popatrzyła mu w oczy.
*
- Karina? – zapytał Lotman i spojrzał na współlokatorkę, która sporządzała listę zakupów.
- Hym? – Popiła herbaty i zajrzała do lodówki z zamiarem sprawdzenia, czego w niej brakuję.
- Czemu właściwie Krzysiek tak bardzo nie chcę żebym był blisko ciebie? Przecież sam wpadł na to żebyś zamieszkała tutaj.
- To jest długa historia i nie na teraz. Porozmawiamy o tym kiedyś. – Uśmiechnęła się wróciła do przerwanego zajęcia.
- Obiecujesz?
- Obiecuję. – Musnęła go w usta i wyszła z kuchni.
*
Krzysztof chodził w tą i powrotem po mieszkaniu denerwując tym swoją żonę. Nie omieszkał również nakrzyczeć na Sebastiana. Iwona podeszła do męża i złapała go za dłonie.
- Krzysiek nie denerwuj się tak o nią. Jest dorosła i wie, co robi – próbowała uspokoić go i spojrzała na niego spokojnym wzrokiem.
- Wczoraj jak była tak pijana raczej nie wiedziała, co robi – odparł z zażenowaniem.
- Może ona nie, ale Paul wiedział. Zaopiekował się nią na pewno – zapewniła męża, ale to go raczej nie przekonało, bo spojrzał na nią z pogardą.
- Ja nie wiem, co on z nią zrobił – podniósł głos i wyrwał się z jej uścisku.
- A ja nie wiem, co się tobą dzieje! – również podniosła głos, czym zdziwiła Ignaczaka. – Paul to nie Łukasz i dobrze o tym wiesz! Zastanów się, co ty o nim mówisz! Zastanów się.
***                                            
Obudziły ją promienie słoneczne przedostające się przez niedokładnie zasunięte zasłony. Ziewnęła przeciągle i spojrzała na zegarek. Miała czterdzieści minut, aby się przygotować. Dziś urodziny miał Paul. On nic o nich jej nie powiedział, ale ona przecież się o nich bez problemu dowiedziała. Postanowiła, że ten dzień będzie jedną wielką niespodzianką dla Paula. Wstała z łóżka i poszła do łazienki umyć się. Ułożyła w ‘nieładzie’ włosy i założyła na siebie nowo zakupioną seksowną koszulkę nocną i zarzuciła na to krótki szlafroczek. Zeszła do kuchni i przygotowała jubilatowi jajecznicę na maśle i boczku. Uszykowała stół w kuchni i poszła obudzić Lotmana. Cicho weszła do jego sypialni i wdrapała się na jego łóżko. Uśmiechnęła się widząc jak spokojnie śpi. Usiadła na niego okrakiem i zaczęła powoli całować. On nieświadomie zaczął oddawać pocałunki, a po chwili obudził się uśmiechając się jeszcze szerzej niż brunetka. Położył swoje dłonie na jej biodrach i jeszcze raz ją namiętnie pocałował.
- Chciałbym takie poranki codziennie – wymruczał i znowu ją pocałował.
- Przykro mi, ale to nie możliwe – zrobiła dziubek i smutną minkę. On tylko się zaśmiał i przekręcił ją tak, że teraz on górował.
- Dlaczego? – zaczął całować jej szyję.
- Nie pamiętasz, co mówiłeś jakiś czas temu? Mówiłeś, że chcesz zaczekać, że nie chcesz żebym podejmowała jakieś decyzję pochopnie. Pamiętasz? – spojrzała na niego z wyrzutem, a on przestał wodzić rękoma po jej ciele, choć niezaprzeczalnie podobało jej się to.
- Przepraszam – spojrzał tymi swoimi brązowymi oczami w jej brązowe oczy. – Nie powinienem…
- Zamknij się Lotman. Naprawdę czasem zaczynasz przynudzać – uciszyła go namiętnym pocałunkiem dając mu pozwolenie na zdecydowanie więcej. Jego ręce powędrowały pod jej koszulkę nocną, pod którą nie miała kompletnie nic. Kiedy to poczuł spojrzał na nią, a ona tylko uśmiechnęła się zadziornie. Zaczął pieścić skórę jej ud i pleców wędrując ustami po całym ciele. Ona wywoływała w nim jeszcze większe podniecenie, co jakiś czas cicho pojękując. Bez problemu pozbył jej się odzienia i zaczął pieścić jej piersi i brzuch. Kiedy pocałował jej już mokre łono jęknęła. To co z nią wyczyniał przechodziło ludzkie pojęcie. Ona rozpalona do granic możliwości pozbyła się jego bokserek dając mu znak, aby wreszcie skończył grę wstępną i przeszedł do konkretów. Wszedł w nią delikatnie, aby po chwili przyśpieszyć swoje ruchy. Karina, co chwilę pojękiwała i zaciskała pięści na satynowej pościeli. Obydwoje osiągając w tej samej chwili szczyt wykrzyczeli swoje imiona. Oboje opadli ciężko na pościel.
Kiedy Ignaczak opanowała swój oddech przekręciła się na bok w połowie leżąc na swoim partnerze zaczęła się śmiać.
- Powiedz mi czemu my to do cholery jasnej odwlekaliśmy – pocałowała go namiętnie. – To był mój najlepszy seks ever. – On nic nie odpowiedział tylko uśmiechnął się zadziornie. – Co ty na powtórkę?
- Jak najbardziej – odpowiedział i po chwili znajdował się już nad nią

wtorek, 15 kwietnia 2014

Rozdział VI

Pożyczyła po długich naleganiach Paula auto, które jej proponował. Zdecydowała się na jego czerwoną Buick Riviere. Szczerze bała się, że może ją zepsuć czy coś w tym stylu, ale on zapewniał ją, że nawet jeśli to przecież tylko auto.
Stała przed drzwiami mieszkania Ignaczaków i biła się z myślami. Mogła się jeszcze wycofać, ale wtedy nie udowodniłaby sobie, że jest ponad wszystkimi, a zwłaszcza nad swoim bratem. Zapukała. Po cholerę ja to zrobiłam, zapytała się w myślach jednak nie zdążyła odpowiedzieć, bo drzwi otworzyły się a w nich stała Iwona.
- Cieszę się, że cię widzę – wyszeptała pani domy i przytuliła mocno swoją szwagierkę. – Naprawdę się cieszę. Wejdź – zaprosiła Karinę gestem.
- A gdzie Seba… - zapytała gdy skierowała się ku salonowi lecz nie dane niestety było jej dokończyć gdyż na jej drodze stał już siedmioletni Sebastian.
- Cześć ciociu! Stęskniłem się za tobą!
- Ja za tobą też – przytuliła go jeszcze mocniej.
- Seba daj już spokój ciotce. Idź przypilnuj siostrę – powiedział Krzysztof, a jego syna już nie było. – Doma ogląda wieczorynkę. Chodź do kuchni.
Karina wzięła parę wdechów i wydechów. Podążyła za swoim bratem i zastanawiała się, o co może ją pytać. Prawdopodobnie o kogoś.
- Co chcesz do picia? Wino, dżin, piwo… – zaczął wyliczać Ignaczak, ale jego siostra przerwała mu.
- Jestem autem. – Zdziwienia jakie malowało się na jego twarzy zaskoczyło ją. – To źle?
- Nie, nie… Nie wiedziałem, że masz auto.
- Bo nie mam. Pożyczyłam od Paula.
- Paul pożyczył ci auto? – zapytał unosząc brwi wysoko.
- Tak – wyjaśniła przedłużając samogłoskę.
- Dziwne. Jego auta są jego oczkiem w głowie. Nie pozwala nikomu nimi jeździć. A zwłaszcza Buckiem – wyjrzał przez okno widząc pod blokiem czerwony samochód.
- Nie wiem, do czego zmierzasz…
- Do tego, że jesteś z nim dość blisko i to nie jest chyba dobry pomysł.
- To znaczy?
- To znaczy, że nie powinniście…
- Proszę Krzychu nie mów mi, że nagle zaczęli interesować cię moi znajomi – prychnęła.
- Zauważ, że Paul to mój przyjaciel, a ty jesteś moją siostrą. Mam prawo wiedzieć, co między wami jest.
- Krzychu błagam cię. Między mną, a Paulem nic nie ma! – zaczęła denerwować się Karina.
- Nie chcę żeby skoczyło się to tak jak skończyło się z Łukaszem! – krzyknął, aż do kuchni zawitała pani Ignaczak.
- Krzysiek proszę nie zaczynaj tego tematu… - zaczęła cicho jego żona.
- Nie proszę bardzo. Niech upokarza swoją siostrę. Niech jej przypomina jak… - urwała. Nie potrafiła dokończyć.
- … jak facet cię wykorzystał – dokończył za nią i przytulił ją do siebie. - Tego się boję. Nie chcę żebyś znowu cierpiała.
***
Paul po raz enty przechadzał się po kuchni i zastanawiał się czy dobrym pomysłem byłoby zaproszenie Kariny na imprezę, która miała odbyć się dzisiejszego wieczora w Hawai. Niby do klubu mieli przyjść zawodnicy, ale przecież z osobami towarzyszącymi, więc, w czym problem? Usłyszał szczęk zamka.
- Hej Karina – przywitał się z uśmiechem na ustach. – Dziś jest impreza i pomyślałem, że wybrałabyś się ze mną. Będą chłopaki z dziewczynami, więc na pewno będzie super zabawa.
- W to nie wątpię, ale czy ja będę tam mile widziana… - próbowała się wymigać. Impreza wiązała się z alkoholem. Dużą ilością alkoholu, a ona niestety miała słabą głowę i robiła później różne dziwne rzeczy.
- Oczywiście, że tak! No nie daj się prosić. Rozerwiesz się. Chodzisz taka zestresowana. Martwi mnie to – spojrzał jej w oczy.
 - Tak to dobry pomysł – uśmiechnęła się. – Idę się przygotować – pomachała na odchodnym Lotmanowi i czmychnęła szybko do pokoju.
*
Stała przed szafą umalowana, uczesana, w bieliźnie oraz pończochach i zastanawiała się, w co ma ubrać. Podobno to problem każdej kobiety. Coś w tym jest, przyznała Ignaczakówna i zaczęła wyrzucać po kolei ciuchy z szafy. Spojrzała na zegarek. Została jej niecała godzina. Usłyszała pukanie.
-Tak? – zapytała przykładając do ciała sukienkę i przeglądając się sobie w lustrze.
- Radzisz sobie?
- Właśnie średnio. – Siłowała się z suwakiem na plecach od sukienki, którą miała zamiar założyć.
- Daj to – usłyszała szept Paula i jego ciepły oddech na swoim karku. Pociągnął za suwak. Delikatnie i spokojnie jechał nim w górę dotykając lekko palcami pleców Kariny wywołując u niej przyjemne dreszcze. – Proszę - szepnął i wyszedł.
- Dupek – stwierdziła i dotknęła miejsca wcześniej muskanego przez Amerykanina.  – Dupek, dupek, dupek!
*
Była w ramionach kolejnego mężczyzny. Tym razem ten był zdecydowanie bardziej nachalny niż poprzedni. Paul widząc jak nieznajomy zaczyna wodzić rękoma po intymnych częściach ciała Kariny wstał od stołu, przy którym siedział z Ignaczakami, Achremami oraz Kosokiem ze swoją przyjaciółką Mileną. Widział, że Krzysztof przygląda mu się.
- Karina chodźmy już – złapał ją w pasie. Ona nie protestowała, była zbyt pijana, ale za to jej partner miał jakiś problem, lecz gdy zobaczył wzrok Lotmana odpuścił sobie.
- Paul nie myślałeś kiedyś żeby się ze mną przespać…
- My będziemy się już zbierać – poinformował ‘swoich’ przy stoliku.
- Bo ja nad tym myślałam…
- A jak dojedziecie? Może was podwiozę? – zaproponował Ignaczak.
- Jesteś na serio seksowny – wymruczała i włożyła ręce pod koszulę swojego ‘rycerza’. On jest od razu stamtąd usunął.
- Piłeś - stwierdził Kosok spokojnie. – Zamówię taksówkę.
- Uważajcie na siebie – rzuciła pani Achrem, a cała reszta patrzyła jak Lotman w drodze do wyjścia próbuję utrzymać wyrywającą się Karinę.