Leżała na materacu, który był łóżkiem Paula. Też
zawsze chciała mieć takie łoże, ale
jej matka nigdy by się na to nie zgodziła. Była ciekawa, co z matką. W szpitalu
powiedziała, że jeśli stałoby się coś poważnego zadzwoniliby. Jeszcze nie
zadzwonili.
- O czym myślisz? – zapytał Lotman kładąc się, a
raczej uwalając obok niej. Jego włosy były jeszcze trochę mokre, więc ona
odsunęła się lekko.
- O mamie – na te słowa obrócił się na brzuch i
przyjrzał się jej.
- Nie wiem, co mam ci powiedzieć. Nie wiem, kim była
twoja matka, nic o niej nie wiem – odparł starając się, aby nie brzmiało to jak
pretensje.
- Paul ja wiem, że ty o mnie wiesz tak mało, ale ja
nie wiem jak ja mam ci to opowiedzieć.
- Po prostu, od początku – odpowiedział, a ona po
chwili zastanowienia zaczęła opowiadać.
- Moja mama była alkoholiczką i od kiedy
przeprowadziłam się do niej musiałam się nią opiekować. To są rzeczy, których
nie da się opisać. Później nawet na trzeźwo zaczęła się dziwnie zachowywać.
Okazało się, że ma zaburzenia psychiczne. Wiedziałam, że trzeba coś z tym
zrobić. Byłam na studiach i nie mogłam zaprzepaścić ich dla matki, więc
znalazłam szpital w którym pomogliby jej.
- A Krzysiek? Nie pomógł ci?
- Nic nie wiedział. Kiedy zaczął grać w siatkówkę
wszystko zaczęło się sypać. Nie rozmawialiśmy już tak często, kiedy udało mi
się przylecieć do Polski on po prostu nie miał dla mnie czasu. Oddaliliśmy się
od siebie zdecydowanie, ale kiedy przyleciałam pewnego razu stało się coś co
spowodowało chorą nadopiekuńczość u Krzyśka, gdy widzi obok mnie mężczyznę –
wyjaśniła i spojrzała na niego
uśmiechając się blado.
- Jeśli nie chcesz o tym rozmawiać…
- Może i nie chce, ale powinieneś o tym wiedzieć. Nie
wiem właściwie, od czego zacząć – na chwilę zamilkła, aby po chwili zacząć. –
Krzysztof miał przyjaciela, Łukasza. Łukasz był podobny do mojego brata. Lubli
razem żartować, robić kawały i tak dalej, ale różnili się jednym. Mieli
zdecydowanie inne podejście do kobiet. Krzysiek już wtedy znał Iwonę, co prawda
nie byli zaręczeni, ale obydwoje już układali sobie przyszłość.
- Mówisz o Łukaszu Kadziewiczu, tym Kadziewiczu?
- Znasz go?
- Tylko z widzenia, chyba kiedyś graliśmy przeciwko
sobie – wyjaśnił i zmienił pozycję.
- Byłam zakochana w Kadziu – zatrzymała się na chwilę.
– Zakochana to dużo powiedziane. Miałam osiemnaście lat, a on był przyjacielem
starszego brata. Wiesz jak to działa na nastolatki? To wszystko stało się kiedy
napisałam maturę i przyjechałam to świętować w Polsce. Przy okazji były
urodziny Krzyśka, więc zrobił domówkę. Staram się o tym zapomnieć, ale nad
wspomnieniami nie da się zapanować.
Młoda
brunetka siedziała osamotniona na parapecie i sączyła słabego drinka.
Jednego z pierwszych w jej życiu. Patrzyła z tęsknym wzrokiem na jednego z
wyższych mężczyzn na tej imprezie i wyobrażała sobie jak wspaniale byłoby gdyby
on byłby jej. Zauważyła, że on również się na nią patrzy. Zarumieniła się i
wróciła do obserwowania swoich szczupłych nóg.
- Co tak
sama siedzisz? – podszedł do niej i złapał za kolano. – Napij się czegoś porządnego,
a nie tego syfu, co Igła cię nim uraczył – zaśmiał się i podał jej swojego
drinka, a ona wzięła go niepewnie. – Do dna maleńka – znowu się zaśmiał i
podniósł jej szklankę, aby wypiła szybciej trunek. Okazało się, że była to
czysta wódka. – Dobre, co? – odstawił szklankę na bok i powędrował ręką pod jej
sukienkę. – Oj Karinka – zaśmiał się po raz setny tego dnia i pocałował ją
namiętnie.
Ona była
zdezorientowana. To nie był jej pierwszy pocałunek w życiu, ale pierwszy tak
intensywny i to z nim. Poczuła jak zsuwa ją z parapetu. Nie chciała przestawać.
Alkohol zaczął działać, a zdrowy rozsądek wyparował. Zaprowadził ją do jej
pokoju i zamknął za sobą drzwi na klucz. Położył ją na łóżku i zaczął ją
rozbierać. Jego ręce były wszędzie, a po chwili była już naga. Pieścił ją, a
ona czuła się jak w niebie. Po krótkim czasie zrobił to, na co czekała ona jak
i on. Wszedł w nią dość agresywnie wywołując u niej salwy bólu. Zaciskała zęby
i starała się powstrzymać łzy. Kiedy było po wszystkim odetchnęła z ulgą.
Chciała się do niego przytulić, ale jego już nie było. Zniknął tak szybko jak
się pojawił.
Zaczęła
płakać. Zawinęła się szczelnie w kołdrę i starała zasnąć. Poduszka po paru
minutach była już mokra od łez, które pomimo jej starań nie chciały przestać
lecieć. Zza drzwiami nadal leciała głośna muzyka, co oznaczać mogło tylko i
wyłącznie to, że impreza nadal trwa.
- Kiedy cała ta zabawa skończyła się do mojego pokoju
weszła Iwona z Krzyśkiem. Kiedy Iwa zauważyła jak wygląda sytuacja kazała
mojemu bratu wyjść, a ten o dziwo jej posłuchał. Prawdopodobnie niczego się nie
domyślał – spojrzała na Paula, a on otarł jej łzę, która spływała po policzku i
pocałował ją delikatnie w obojczyk. – Kiedy Iwonie powiedziałam, co się stało
zrobiła się blada jak nigdy. Nie przyjaźniłyśmy się, ani nic w tym stylu, ale
ona chyba chciała przekonać mnie do siebie. Pomogła mi. Kazałam jej nic nie
mówić Krzyśkowi, ale ona powiedziała, że nie może tej sprawy zostawić tak po
prostu, a kiedy dowiedział się o tym rozpętał piekło. Chciał zabić Łukasza
gołymi rękoma, ale skończyło się tylko na złamaniu nosa i paru sińcach. Od
tamtego czasu ze sobą nie rozmawiają.
Paul widząc jej łzy nie mógł nic nie zrobić. Przytulił
ją i zaczął głaskać po głowie w między czasie całując ją delikatnie.
- Nie płacz kochanie. On już nigdy nie wróci, a ja cię
nie zostawię. Obiecuję ci – wziął jej twarz w dłonie i spojrzał głęboko w oczy.
– Jesteś dla mnie najważniejsza, rozumiesz? Najważniejsza - pocałował
przypieczętowując swoje słowa, a ona zdała sobie sprawę, że Lotman to jej jedyne
dwieście centymetrów szczęścia.
***
Wrócili do Polski, a dni mijały. Zima nadal była zimą,
a oni sobą. Kariny głowę zaprzątała jednak inna sprawa. Coś o czym powinna
poinformować Paula. Coś o czym wiedział już jego ojciec.
Natomiast głowę Lotmana zaprzątała sprawa całkiem
odmienna. Zabawa Sylwestrowa, którą miał zamiar zrobić. Każdy był już
zaproszony, nawet Krzysiek Ignaczak. Tak naprawdę ustalone wszystko ustalone
było przed Świętami, lecz on chciał żeby wszystko było doskonale. Usłyszał
dźwięk telefonu. Naughty Boy zaczęło
wypełniać salon. Odebrał telefon Kariny, której w pomieszczeniu nie było.
Okazało się, że był to jej brat. Pytał czy wcześniej wymieniona jest obecna.
Paul potwierdził jej obecność. Krzysiek natomiast poinformował go, że będzie za
dwadzieścia minut. Kiedy Karina dowiedziała się, że jej brat ma się pojawić u
Lotmana spanikowała.
- Proszę cię kochanie uspokój się – przytulił
Ignaczakównę przyjmujący. Pocałował ją w czubek głowy. – Uśmiechnij się.
- Paul, ja się boję – spojrzała na niego ze łzami w
oczach.
- Nie płacz. Jeśli chcesz mogę być przy tej rozmowie.
- Nie, lepiej nie – odpowiedziała, ale on już nie
zdążył nic powiedzieć bo rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. – Idź na górę,
dobrze? – pocałowała go i skierowała się w stronę drzwi. Zanim je otworzyła
wzięła głęboki oddech.
- Cześć Karina – powiedział i uśmiechnął się blado. –
Mogę wejść?
- Tak, oczywiście. Wchodź – przepuściła go w drzwiach.
– Na pewno zmarzłeś. Chodźmy do kuchni. Zrobię ci herbaty.
Kiedy siedzieli na przeciw siebie z kubkami parującej
cieczy dziewczynę obleciał jeszcze większy strach. Żadne z nich nie chciało
odezwać się pierwsze. Jednak on zrobił to pierwszy.
- Przyjechałem tu żeby z tobą porozmawiać, ale głównie
przeprosić – spojrzała na niego zaskoczona. – Chodzi mi o moje zachowanie.
Bezsensowna nadopiekuńczość i bezpodstawna obawa przed Paulem i myślą o tym, że
mogłoby was coś łączyć. Przepraszam – złapał ją za dłoń, a ona o dziwo jej nie
cofnęła. – Nie mogłem sobie wybaczyć, że spędziliśmy Święta osobno. Dzwoniłem
do ciebie, ale nie odbierałaś. W drugi dzień Świąt nawet przyjechałem tu, ale
nie było nikogo. Martwiłem się o ciebie, ale Jochen zapewnił mnie, że jesteś
bezpieczna. Nie chciał jednak powiedzieć niczego więcej – spojrzał na nią
oczekując odpowiedzi.
- Byłam z Paulem – jego brwi uniosły się ciut wyżej. –
Polecieliśmy razem do jego rodziny w Lakewood – teraz jego brwi sięgnęły
jeszcze wyżej. – Zaprosił mnie, a ja się zgodziłam.
- Czyli to coś poważniejszego?
- To coś poważnego Krzysiek i jeśli tego nie
zaakceptujesz to nasze godzenie się jest bezsensowne – powiedziała to, co
leżało jej na sercu. Jej brat nie odezwał się przez dobre dwie minut.
- Dobrze, rozumiem – uśmiechnął się lekko. – Jesteś
dorosła i nic na to nie poradzę – wstał i przytulił ją. – Kocham cię.
- Ja ciebie też – wtuliła się w niego i uroniła ze
dwie łezki.
- Oh, nie płacz – otarł jej łzy i uśmiechnął się. –
Pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć. Gdybyś miała jakieś problemy z
Paulem to wiesz…
- Proszę cię Krzysiek. Paul to nie Łukasz – wypowiedziała
jego imię, a jej brat nagle spiął mięśnie. Zawsze tak reagował. – Przestań.
- Boję się o ciebie ty moja mała siostrzyczko –
przytulił się do niej, a ona zaczęła się bać znowu czy Krzysiek pozostanie przy
swoim postanowieniu.