Siedziała w samolocie do Lakewood. Kiedy patrzyła
przez okno uśmiechała się i przypominała sobie jakich argumentów użył Paul, aby
przekonać trenera do tego, aby pozwolić jej lecieć z nim. Kowal oczywiście nie
miał zamiaru zabronić im tego, ale chodziło to, aby ona pozostała w Polsce i
zajęła się sprawami związanymi z drużyną. Lotman bliski był błagania na
kolanach. To był pierwszy z momentów, w którym uświadomiła sobie, że
przyjmujący jest kimś więcej niż kochankiem.
- O czym myślisz? – wyrwał ją z letargu właśnie ten
przyjmujący.
- O tym, że twoja matka może mnie nie zaakceptować? –
uśmiechnęła się blado.
- Zawsze możesz liczyć na mojego ojca. On lubi
wszystkie kobiety – zaśmiał się i pocałował ją delikatnie.
- Pocieszyłeś mnie wiesz? – zmrużyła oczy i spojrzała
na niego z wyrzutem.
- Ale ja mówię na serio – poprawił jej okulary i znowu
się zaśmiał, a ona naprawdę się bała.
*
Kiedy stała na lotnisku była jeszcze bardziej
przerażona niż w samolocie. Wszystkie tragiczne scenariusze przewijały się
przed jej oczami. Paul prawdopodobnie zauważył strach wymalowany na jej twarzy
i złapał za rękę dodając otuchy.
- Proszę tylko mi nie mów, że myślisz o tym, że moja
matka cię nie zaakceptuję? – zapytał ciągnąc ją w stronę drzwi. – Karina?
- Paul proszę cię – spojrzała na niego błagalnie.
- O co tym razem? – Chciała odpowiedzieć, ale on
szarpnął ją mocniej, a za chwilę Lotman witał się z jakimś mężczyzną. – Mike to
jest Karina. Karina to jest Mike, mąż Katherine – przeszedł na język angielski,
a Karina która dawno nie używała tego języka musiała chwilę zastanowić się co
powiedzieć.
- Miło mi – uśmiechnął się Mike i spojrzał znacząco na
Paula. – Nie stójmy tu. Zapraszam do auta – powiedział i udali się na parking
do terenowego auta, które należało do małżeństwa Deep.
Mike przez całą drogę gadał jaki jest
szczęśliwy, że jego żona jest w długo wyczekiwanej ciąży. Karina niestety słabo
słuchała. Odpowiedziała na parę pytań, ale nie miały one większego sensu.
- Rozumiem, że martwisz się teściową? – zaśmiał się
widząc w lusterku minę Ignaczak. – Powiem tak – nie bój się dziewczyno! Ja już
coś o tym wiem.
O dziwo kobieta lekko się rozluźniła. Przecież Deep
też był kiedyś w takiej samej sytuacji co ona. Po chwili jednak byli już pod
domem, a raczej posiadłością Lotmanów, a cała pewność siebie prysła jak bańka
mydlana.
- Uśmiechnij się kochanie – Paul otworzył drzwi od
auta i pocałował Karinę. – Chodź – złapał ją za rękę i pocałował jeszcze raz.
- Paul! Karina! Wreszcie jesteście! – usłyszeli po
polsku. Okazało się, że głos ten należy do ‘teściowej’, która w cienkim
sweterku wybiegła na dwór.
- Mamo przeziębisz się.
- Nie marudź – przytuliła swojego syna, a później
przytuliła towarzyszkę swojego syna. – Bardzo cieszę się, że wreszcie mogę cię
poznać.
- Ja również się cieszę – odpowiedziała zszokowana zachowaniem
pani Susan i weszła za nią do domu.
- Już są! – krzyknęła pani domu, a w przedpokoju
znalazło się około dziesięciu osób w tym piątka dzieci.
W tym momencie Karina przestała pamiętać, co się dokładnie
działo. Została oddawana z rąk do rąk. Witała się ze wszystkimi po kolei.
Musiała, co chwilę przestawiać się z języka polskiego na angielski. Od
wszystkich usłyszała miłe słowa, dzięki którym poczuła się jak u siebie. Każda
z sióstr Paula wyściskała ją podwójnie twierdząc, że przynosi to szczęście. Jej
szczęście miało dwa metry wzrostu i stało nieopodal i uśmiechało się
pokrzepiająco. Ona też się uśmiechnęła i to wreszcie szczerze.
*
Od samego rana w domu Lotmanów trwał wielki chaos.
Dzieciaki z nieudolną pomocą Paula próbowały ubrać choinkę, mężczyźni pojechali dokonać ostatnich zakupów świątecznych, Katherine próbowała każdej
możliwej potrawy, więc makowiec był nadkrojony, karp w galarecie nie miał już
kawałka ciała, a reszta krzątała się w kuchni. Nikt tak naprawdę nie miał czasu
na osobiste rozmowy z Kariną i zwierzanie się z przeszłości. Ona jak
najbardziej była zadowolona z takiego obrotu spraw.
Kiedy skończyła zagniatać ciasto na pierogi poszła
umyć ręce do łazienki, bo w kuchni przy zlewie jedna z sióstr Lotmana musiała opatrywać
oparzenie swojego męża. W salonie jednak zahaczył ją Paul.
- Co tam Kotek? – złapał ja za biodra i przyciągnął do
siebie.
- A nic Misiaku. Uważaj bo się pobrudzisz! – odchyliła
się kiedy chciał ją pocałować.
- Ale nie mamy innego wyboru moja droga – poprawił jej
okulary i uśmiechnął się. Spojrzał znacząco do góry. Nad nimi wisiała wielka
jemioła. – Nie masz wyboru Kotuś – nie czekając na jej odpowiedź wpił się w jej
usta. Ona od razu odwzajemniła pocałunek.
- Blee… - usłyszeli i od razu przestali się całować.
- Ty się nie znasz – odpowiedziała najstarsza siostrzenica Paula. –
Możecie kontynuować, my spadamy – podniosła kciuki do góry i już jej nie było.
- To jak? – zapytał i szykował się do następnego
pocałunku, ale ona również szybko zniknęła. – No Karina, no! – rozłożył ręce i
zrobił zrezygnowaną minę.
- Oj Paul, Paul – tym razem wtrącił się ojciec Lotman.
– Oj Paul.
- No co tato?
- Nic synek, nic – zaśmiał się i również zmył się.
Paul nierozumiejący nic z tego rozczarowany też
zniknął, a dokładnie zaczął szukać Ignaczakówny. W końcu jej tego nie odpuści.
*
Dzielenie się opłatkiem dla jednych jest to chwila
niezręczna, dla drugich natomiast wyjątkowa. Karina zdecydowanie należała do
tych pierwszych. Wypowiadanie ckliwych słówek nigdy nie należały do jej mocnych
stron. Spojrzała, z kim teraz musi wymieniać życzenia. Ojciec Paula. Był do
niego bardzo podobny. Pomyślała, że byłoby bardzo dobrze gdyby Lotman Junior
wyglądał za paręnaście lat tak jak Lotman Senior. Przełknęła głośno ślinę.
Zdała sobie sprawę, że już po raz któryś od przyjazdu do Lakewood myśli o
przyszłości, która związana jest z przyjmującym.
- Oj Karina, spokojnie – zagarnął ją do siebie pan
Lotman. – Ani ja, ani Susan niczego od ciebie nie oczekujemy. Po prostu jesteś
kobietą, którą przedstawił nam nasz syn, nic wielkiego.
- Właśnie nie – spojrzał na nią zdziwiony. – Ja z nim
mieszkam, sypiam nim, a najgorsze jest to, że zaciągnął mnie do Ameryki. Boję
się – przytuliła się do Piotra, a on pogładził ją po włosach i pocałował w
czubek głowy.
- Nie bój się, nie masz czego. Jeśli zawlókł cię, aż
tu to znaczy, że jesteś dla niego ważna. Uwierz mi – spojrzał na nią i otarł
łzę spływającą po policzku. – Wiesz, że jesteś pierwszą dziewczyną jaką
przedstawił nam Paul? – uśmiechnął się do niej, a ona go odwzajemniła.
- Przepraszam, nie powinnam się rozklejać – poprawił
włosy i strzepała niewidzialny kurz ze swojego swetra.
- Jak będziesz miała jakiś problem to wal do mnie jak
w mur czy jak to się tam mówi – poklepał ją po ramieniu i zaśmiał się. – Oddaję
cię w inne ręce.
Karina spojrzał się na niego dziwnie, ale on szybko
podszedł do jednej z córek i zaczął łamać się z nią opłatkiem. Po chwili jednak
zrozumiała sens słów Lotmana. Przed nią stał Paul w jej ulubionej białej
koszuli. Uśmiechnął się zniewalająco i przysunął się do niej. Teraz dzieliły
ich centymetry.
- Wiem, że nie lubisz takich szopek także załatwię to
szybko. Chciałbym żebyś była zawsze szczęśliwa, żeby wreszcie wszystkie sprawy
z Krzyśkiem poukładały i żebyś spełniała swoje marzenia.
- A ja chciałabym żebyś był – wyszeptała i delikatnie
go pocałowała.
- Będę – przytulił ją i pocałował ponownie.
- Siadajmy już do stołu! – usłyszeli z ust pani domu i
usiedli do stołu.
*
Wszyscy siedzieli wokół choinki. Karina siedziała na fotelu, a na oparciu fotela Paul. Natomiast senior rodu siedział
obok choinki i wyczytywał imiona widniejące na prezentach. Dzieci parę
prezentów później siedziały na podłodze wokół papieru prezentowego testując
nowe zabawki. Karina czuła się lekko niezręcznie gdyż dostała skromne upominki,
a sama niczego nie podarowała.
- Cóż to za mała paczuszka? – zapytał Piotr i
rozejrzał się po pokoju. – Karina, proszę cię dziecko – powiedział i podał
zawiniątko dziewczynie.
- To ode mnie –
szepnął Paul, a ona powoli rozerwała papier. To co zobaczyła przeszło jej
najśmielsze oczekiwania.
- Podoba ci
się? – zapytał ‘Gwiazdor’ i spojrzał na nią uważnie.
- Czy mi się
podoba? Paul ty moje kochanie – przytuliła go i pocałowała namiętnie. – Nie
wierze, że to zrobiłeś.
- W końcu bardzo lubisz Buicka i ciągle nim jeździsz
więc stwierdziłem, że jego dowód rejestracyjny z Karina Ignaczak w rubryce właściciel będzie dobrym prezentem –
uśmiechnął się nieznacznie i zarobił jeszcze jednego całusa.
- Mój prezent dla ciebie pewnie jest jeszcze u
lakiernika – wyjaśniła, a on posłał jej pytające spojrzenie. – Dałam Buick
Rivere do lakiernika. Wspominałeś kiedyś, że już dawno chciałeś go przemalować,
ale nikt nie chciał malować tak starego auta, ale poszperałam trochę w
Internecie i znalazłam dobrego lakiernika i o…
- Jesteś wspaniała, wiesz? – spojrzał jej głęboko w
oczy i pocałował.