poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Rozdział VII

Ignaczak powoli otwierała oczy. Wyprężyła się niczym kot i otworzyła lekko oczy. Od razu zauważyła, że nie jest w swoim pokoju. Dopiero po chwili spostrzegła, że obok niej leży Paul. Uśmiechnęła się. Był taki piękny, gdy spał. Postanowiła wykorzystać sytuację i pocałowała go. On niespodziewanie odwzajemnił pocałunek. Otworzył oczy i spojrzał na nią z lekkim uśmiechem nie przestając jej całować. Obrócił ją. Zaczął wodzić ustami po jej szyi, dekolcie, a ona nie miała nic przeciwko. Jego ręce pieścił jej skórę wywołując przyjemne dreszcze. Pocałował jej obojczyk i zatrzymał się na chwilę. Ich twarze dzieliły centymetry. Karina potrzebowała paru sekund, aby jej oddech wyrównał się. Spojrzała na niego pytająco.
- Karina, nie powinniśmy… - zaczął spokojnie i oddalił się od niej tak, że siedział jej na udach.
- Jak to ‘nie powinniśmy’? – zapytała podciągając się na łokciach. – Bo co? Boisz się mojego brata?
- Nie o to chodzi. Szanuję cię i to wszystko nie powinno tak wyglądać. – Odgarnął jej z twarzy niesforny kosmyk.
- A jak niby?
- Powinniśmy się poznać, chodzić na randki, a nie od razu zaczynać od seksu – wyjaśnił spokojnie i czekał na jej reakcję.
- Do jasnej cholery Paul! Jak ty chcesz… przecież to bez sensu! My razem mieszkamy.
- Ale to nie znaczy, że mamy ze sobą spać.
- Może od razu powiedz, że cię nie pociągam i skończmy z tymi podchodami. – Wygramoliła się spod ciężaru Lotmana.
- Co ty za głupoty wygadujesz? Jak ty możesz mnie nie pociągać?! Stoisz przede mną w tej seksownej bieliźnie, chodzisz w tych swoich obcisłych spodniach, bluzkach z dekoltami i jak ty masz mnie nie pociągać? Jesteś jedną z najseksowniejszych istot na Ziemi!
- To dlaczego nie chcesz się ze mną przespać? – zapytała drżącym głosem powstrzymując łzy.
- Bo cię szanuję i nie chcę żebyś podejmowała jakieś decyzję pochopnie – wyjaśnił i wstał z łóżka, aby ją przytulić. O dziwo nie sprzeciwiła mu się, ale mocno w niego wtuliła.
- Ja tak potrzebuję bliskości. Ja tak potrzebuję ciebie. – Zadarła głowę i popatrzyła mu w oczy.
*
- Karina? – zapytał Lotman i spojrzał na współlokatorkę, która sporządzała listę zakupów.
- Hym? – Popiła herbaty i zajrzała do lodówki z zamiarem sprawdzenia, czego w niej brakuję.
- Czemu właściwie Krzysiek tak bardzo nie chcę żebym był blisko ciebie? Przecież sam wpadł na to żebyś zamieszkała tutaj.
- To jest długa historia i nie na teraz. Porozmawiamy o tym kiedyś. – Uśmiechnęła się wróciła do przerwanego zajęcia.
- Obiecujesz?
- Obiecuję. – Musnęła go w usta i wyszła z kuchni.
*
Krzysztof chodził w tą i powrotem po mieszkaniu denerwując tym swoją żonę. Nie omieszkał również nakrzyczeć na Sebastiana. Iwona podeszła do męża i złapała go za dłonie.
- Krzysiek nie denerwuj się tak o nią. Jest dorosła i wie, co robi – próbowała uspokoić go i spojrzała na niego spokojnym wzrokiem.
- Wczoraj jak była tak pijana raczej nie wiedziała, co robi – odparł z zażenowaniem.
- Może ona nie, ale Paul wiedział. Zaopiekował się nią na pewno – zapewniła męża, ale to go raczej nie przekonało, bo spojrzał na nią z pogardą.
- Ja nie wiem, co on z nią zrobił – podniósł głos i wyrwał się z jej uścisku.
- A ja nie wiem, co się tobą dzieje! – również podniosła głos, czym zdziwiła Ignaczaka. – Paul to nie Łukasz i dobrze o tym wiesz! Zastanów się, co ty o nim mówisz! Zastanów się.
***                                            
Obudziły ją promienie słoneczne przedostające się przez niedokładnie zasunięte zasłony. Ziewnęła przeciągle i spojrzała na zegarek. Miała czterdzieści minut, aby się przygotować. Dziś urodziny miał Paul. On nic o nich jej nie powiedział, ale ona przecież się o nich bez problemu dowiedziała. Postanowiła, że ten dzień będzie jedną wielką niespodzianką dla Paula. Wstała z łóżka i poszła do łazienki umyć się. Ułożyła w ‘nieładzie’ włosy i założyła na siebie nowo zakupioną seksowną koszulkę nocną i zarzuciła na to krótki szlafroczek. Zeszła do kuchni i przygotowała jubilatowi jajecznicę na maśle i boczku. Uszykowała stół w kuchni i poszła obudzić Lotmana. Cicho weszła do jego sypialni i wdrapała się na jego łóżko. Uśmiechnęła się widząc jak spokojnie śpi. Usiadła na niego okrakiem i zaczęła powoli całować. On nieświadomie zaczął oddawać pocałunki, a po chwili obudził się uśmiechając się jeszcze szerzej niż brunetka. Położył swoje dłonie na jej biodrach i jeszcze raz ją namiętnie pocałował.
- Chciałbym takie poranki codziennie – wymruczał i znowu ją pocałował.
- Przykro mi, ale to nie możliwe – zrobiła dziubek i smutną minkę. On tylko się zaśmiał i przekręcił ją tak, że teraz on górował.
- Dlaczego? – zaczął całować jej szyję.
- Nie pamiętasz, co mówiłeś jakiś czas temu? Mówiłeś, że chcesz zaczekać, że nie chcesz żebym podejmowała jakieś decyzję pochopnie. Pamiętasz? – spojrzała na niego z wyrzutem, a on przestał wodzić rękoma po jej ciele, choć niezaprzeczalnie podobało jej się to.
- Przepraszam – spojrzał tymi swoimi brązowymi oczami w jej brązowe oczy. – Nie powinienem…
- Zamknij się Lotman. Naprawdę czasem zaczynasz przynudzać – uciszyła go namiętnym pocałunkiem dając mu pozwolenie na zdecydowanie więcej. Jego ręce powędrowały pod jej koszulkę nocną, pod którą nie miała kompletnie nic. Kiedy to poczuł spojrzał na nią, a ona tylko uśmiechnęła się zadziornie. Zaczął pieścić skórę jej ud i pleców wędrując ustami po całym ciele. Ona wywoływała w nim jeszcze większe podniecenie, co jakiś czas cicho pojękując. Bez problemu pozbył jej się odzienia i zaczął pieścić jej piersi i brzuch. Kiedy pocałował jej już mokre łono jęknęła. To co z nią wyczyniał przechodziło ludzkie pojęcie. Ona rozpalona do granic możliwości pozbyła się jego bokserek dając mu znak, aby wreszcie skończył grę wstępną i przeszedł do konkretów. Wszedł w nią delikatnie, aby po chwili przyśpieszyć swoje ruchy. Karina, co chwilę pojękiwała i zaciskała pięści na satynowej pościeli. Obydwoje osiągając w tej samej chwili szczyt wykrzyczeli swoje imiona. Oboje opadli ciężko na pościel.
Kiedy Ignaczak opanowała swój oddech przekręciła się na bok w połowie leżąc na swoim partnerze zaczęła się śmiać.
- Powiedz mi czemu my to do cholery jasnej odwlekaliśmy – pocałowała go namiętnie. – To był mój najlepszy seks ever. – On nic nie odpowiedział tylko uśmiechnął się zadziornie. – Co ty na powtórkę?
- Jak najbardziej – odpowiedział i po chwili znajdował się już nad nią

wtorek, 15 kwietnia 2014

Rozdział VI

Pożyczyła po długich naleganiach Paula auto, które jej proponował. Zdecydowała się na jego czerwoną Buick Riviere. Szczerze bała się, że może ją zepsuć czy coś w tym stylu, ale on zapewniał ją, że nawet jeśli to przecież tylko auto.
Stała przed drzwiami mieszkania Ignaczaków i biła się z myślami. Mogła się jeszcze wycofać, ale wtedy nie udowodniłaby sobie, że jest ponad wszystkimi, a zwłaszcza nad swoim bratem. Zapukała. Po cholerę ja to zrobiłam, zapytała się w myślach jednak nie zdążyła odpowiedzieć, bo drzwi otworzyły się a w nich stała Iwona.
- Cieszę się, że cię widzę – wyszeptała pani domy i przytuliła mocno swoją szwagierkę. – Naprawdę się cieszę. Wejdź – zaprosiła Karinę gestem.
- A gdzie Seba… - zapytała gdy skierowała się ku salonowi lecz nie dane niestety było jej dokończyć gdyż na jej drodze stał już siedmioletni Sebastian.
- Cześć ciociu! Stęskniłem się za tobą!
- Ja za tobą też – przytuliła go jeszcze mocniej.
- Seba daj już spokój ciotce. Idź przypilnuj siostrę – powiedział Krzysztof, a jego syna już nie było. – Doma ogląda wieczorynkę. Chodź do kuchni.
Karina wzięła parę wdechów i wydechów. Podążyła za swoim bratem i zastanawiała się, o co może ją pytać. Prawdopodobnie o kogoś.
- Co chcesz do picia? Wino, dżin, piwo… – zaczął wyliczać Ignaczak, ale jego siostra przerwała mu.
- Jestem autem. – Zdziwienia jakie malowało się na jego twarzy zaskoczyło ją. – To źle?
- Nie, nie… Nie wiedziałem, że masz auto.
- Bo nie mam. Pożyczyłam od Paula.
- Paul pożyczył ci auto? – zapytał unosząc brwi wysoko.
- Tak – wyjaśniła przedłużając samogłoskę.
- Dziwne. Jego auta są jego oczkiem w głowie. Nie pozwala nikomu nimi jeździć. A zwłaszcza Buckiem – wyjrzał przez okno widząc pod blokiem czerwony samochód.
- Nie wiem, do czego zmierzasz…
- Do tego, że jesteś z nim dość blisko i to nie jest chyba dobry pomysł.
- To znaczy?
- To znaczy, że nie powinniście…
- Proszę Krzychu nie mów mi, że nagle zaczęli interesować cię moi znajomi – prychnęła.
- Zauważ, że Paul to mój przyjaciel, a ty jesteś moją siostrą. Mam prawo wiedzieć, co między wami jest.
- Krzychu błagam cię. Między mną, a Paulem nic nie ma! – zaczęła denerwować się Karina.
- Nie chcę żeby skoczyło się to tak jak skończyło się z Łukaszem! – krzyknął, aż do kuchni zawitała pani Ignaczak.
- Krzysiek proszę nie zaczynaj tego tematu… - zaczęła cicho jego żona.
- Nie proszę bardzo. Niech upokarza swoją siostrę. Niech jej przypomina jak… - urwała. Nie potrafiła dokończyć.
- … jak facet cię wykorzystał – dokończył za nią i przytulił ją do siebie. - Tego się boję. Nie chcę żebyś znowu cierpiała.
***
Paul po raz enty przechadzał się po kuchni i zastanawiał się czy dobrym pomysłem byłoby zaproszenie Kariny na imprezę, która miała odbyć się dzisiejszego wieczora w Hawai. Niby do klubu mieli przyjść zawodnicy, ale przecież z osobami towarzyszącymi, więc, w czym problem? Usłyszał szczęk zamka.
- Hej Karina – przywitał się z uśmiechem na ustach. – Dziś jest impreza i pomyślałem, że wybrałabyś się ze mną. Będą chłopaki z dziewczynami, więc na pewno będzie super zabawa.
- W to nie wątpię, ale czy ja będę tam mile widziana… - próbowała się wymigać. Impreza wiązała się z alkoholem. Dużą ilością alkoholu, a ona niestety miała słabą głowę i robiła później różne dziwne rzeczy.
- Oczywiście, że tak! No nie daj się prosić. Rozerwiesz się. Chodzisz taka zestresowana. Martwi mnie to – spojrzał jej w oczy.
 - Tak to dobry pomysł – uśmiechnęła się. – Idę się przygotować – pomachała na odchodnym Lotmanowi i czmychnęła szybko do pokoju.
*
Stała przed szafą umalowana, uczesana, w bieliźnie oraz pończochach i zastanawiała się, w co ma ubrać. Podobno to problem każdej kobiety. Coś w tym jest, przyznała Ignaczakówna i zaczęła wyrzucać po kolei ciuchy z szafy. Spojrzała na zegarek. Została jej niecała godzina. Usłyszała pukanie.
-Tak? – zapytała przykładając do ciała sukienkę i przeglądając się sobie w lustrze.
- Radzisz sobie?
- Właśnie średnio. – Siłowała się z suwakiem na plecach od sukienki, którą miała zamiar założyć.
- Daj to – usłyszała szept Paula i jego ciepły oddech na swoim karku. Pociągnął za suwak. Delikatnie i spokojnie jechał nim w górę dotykając lekko palcami pleców Kariny wywołując u niej przyjemne dreszcze. – Proszę - szepnął i wyszedł.
- Dupek – stwierdziła i dotknęła miejsca wcześniej muskanego przez Amerykanina.  – Dupek, dupek, dupek!
*
Była w ramionach kolejnego mężczyzny. Tym razem ten był zdecydowanie bardziej nachalny niż poprzedni. Paul widząc jak nieznajomy zaczyna wodzić rękoma po intymnych częściach ciała Kariny wstał od stołu, przy którym siedział z Ignaczakami, Achremami oraz Kosokiem ze swoją przyjaciółką Mileną. Widział, że Krzysztof przygląda mu się.
- Karina chodźmy już – złapał ją w pasie. Ona nie protestowała, była zbyt pijana, ale za to jej partner miał jakiś problem, lecz gdy zobaczył wzrok Lotmana odpuścił sobie.
- Paul nie myślałeś kiedyś żeby się ze mną przespać…
- My będziemy się już zbierać – poinformował ‘swoich’ przy stoliku.
- Bo ja nad tym myślałam…
- A jak dojedziecie? Może was podwiozę? – zaproponował Ignaczak.
- Jesteś na serio seksowny – wymruczała i włożyła ręce pod koszulę swojego ‘rycerza’. On jest od razu stamtąd usunął.
- Piłeś - stwierdził Kosok spokojnie. – Zamówię taksówkę.
- Uważajcie na siebie – rzuciła pani Achrem, a cała reszta patrzyła jak Lotman w drodze do wyjścia próbuję utrzymać wyrywającą się Karinę.

sobota, 5 kwietnia 2014

Rozdział V

Wyszła z hali, ale nie zaszła daleko gdyż drogę zagrodził jej Bartman. Uśmiechnął się lubieżnie i złapał jej dłoń całując ją.
- Bartman, czego chcesz?
- Nic, tylko chciałem zapytać czy nie wybrałabyś się może na jakąś imprezę ze mną? Wiesz…
- Jeśli myślisz, że jestem jedną z tych, które rzucą ci się do łóżka to się grubo mylisz. Żegnam – prawie krzyknęła i próbowała odejść, ale ten złapał ją za ramię. – Bartman!
- Jakiś problem? – usłyszała i zobaczyła przed sobą Lotmana. – Kari idziemy?
- Gdzie? – prawie pisnął Zbigniew.
- No jak to gdzie? Do domu – wyjaśnił spokojnie przyjmujący.
- Mieszkacie ze sobą? – ponownie pisnął atakujący.
- Owszem – pewnie odpowiedział Amerykanin i wziął za rękę Karinę.
- A to było trzeba tak od razu, że jesteście razem! Cudzych kobiet nie ruszam! – Wycofał się Bartman zanim któreś z dwójki zdążyło zaprzeczyć.
- Przepraszam – szepnął mężczyzna spojrzał w jej niebieskie oczy i poczuł nagłą potrzebę pocałowania jej.
- Nie twoja wina – odpowiedziała łamiącym się głosem. Jego wargi były tak blisko jej warg. Przybliżyła się jeszcze bardziej. Musnął lekko jej usta, ale ona odpowiedziała zdecydowanie mocniej. Ich pocałunek z delikatnego przerodził się w namiętny. Ich języki uwięzły w tańcu rządz. Nie mogli przestać. On ujął jej twarz, a ona uwiesiła się na jego szyi. Ich pocałunek trwałby wiecznie gdyby ktoś im nie przerwał.
- Karina – usłyszała swoje imię i głośne chrząknięcie. – Karina.
- Krzysiek? – zapytała odrywając się niechętnie od ust Paula.
- To ja już pójdę. Poczekam w aucie na ciebie, a wy sobie pogadajcie – zaproponował przyjmujący drapiąc się po karku.
- Nie trzeba. Odwiozę Karinę. Choć już lepiej. – Wziął pod rękę swoją siostrę. Zdążyła posłać przepraszające spojrzenie Lotmanowi i pomachać ręką. – Musimy porozmawiać nie uważasz? Jesteś w Polsce już dłuższy czas, a my jeszcze nie rozmawialiśmy, prawda? Tu niedaleko jest miła kawiarenka.
Kiedy wsiadali do jego auta nie protestowała. Oparła się o fotel i westchnęła przypominając sobie pocałunek z Lotmanem. Był wspaniały. Nigdy w życiu nie była tak całowana. Jej brat niestety to zauważył i nie spodobało mu się to.
- Mówiłem coś do ciebie! – Widząc roztargnienie na twarzy siostry trochę złagodniał. – Karina do jasnej cholery, co się z tobą dzieję? Nie poznaję cię.
- A wiesz, czemu? Bo ty mnie nigdy nie znałeś! – krzyknęła zdenerwowana dziwiąc swoim wybuchem brata. Postanowiła wygarnąć mu wszystko, co leżało jej na sercu od lat. – Myślisz, że to twoje dzwonienie, co jakiś czas i zapraszanie na tą twoją kochaną siatkówkę coś dawało? Ja nadal byłam sama. Wiedziałeś kiedy pierwszy raz wagarowałam, upiłam się, kiedy trafiłam na narkotyki? – Po tych słowach zatrzymał auta na poboczu. -  Nie! Ty nigdy nic nie wiedziałeś, a teraz jeszcze będziesz mi prawił kazania! Daj mi święty spokój. Dla ciebie liczyła i liczy się tylko i wyłącznie siatkówka! To przez ciebie znienawidziłam ten sport! – krzyknęła mu prosto w twarz. Wyszła z auta i skierowała się kierunku przystanku autobusowego.
- Karina proszę cię porozmawiajmy – wysiadł z auta i zaczął za nią iść.
- O czym chcesz rozmawiać? O czym, zastanów się tylko. Zastanów Krzysiu – szepnęła i wsiadła do autobusu, który nadjechał. On tylko powłóczył wzrokiem za odjeżdżającym autobusem i stwierdził, że jest w ‘ciemnej dupie’.
*
Paul poważnie zaczął się niepokoić. Zegar wybił godzinę dwudziestą pierwszą, a Kariny nadal nie było w domu. Nie odbierała również telefonu.
Od godziny padał rzęsisty deszcz. Założył na siebie kurtkę i wyszedł z domu. Kierował się już w stronę bramy, gdy zauważył jak Ignaczak próbuje otworzyć bramę. Szybko podbiegł do niej i pomógł jej. Ona popatrzyła na niego ze załzawionymi oczami, drgającymi wargami i cała mokra. Rozpłakała się na dobre i przytuliła się do niego mocno. Widząc, że nie dojdzie do drzwi wziął ją na ręce. Pani fizjoterapeutka zarzuciła mu ręce na szyje i przyległa do jego klatki piersiowej. Kiedy weszli do domu od razu zaniósł ją do salonu i rozpalił w kominku oraz pobiegł po koce. Zdjął jej niebotycznie wysokie szpilki, bardzo obcisłe spodnie, które całe przemoczone były jeszcze bardziej przylegające, marynarkę i biała koszulę. Przykrył szczelnie kocami i poszedł zrobić ciepłej herbaty. Słyszał z kuchni jak cicho łkała. Usiadł obok niej i przytulił ją. Nic innego nie przychodziło mu do głowy. Poczuł jak układa się na jego klatce piersiowej i nasłuchuje bicia serca. Po dziesięciu minutach nie słyszał już łkania tylko jej miarowy oddech. Wziął ją delikatnie na ręce i zaniósł do jej sypialni. Przykrył ją i pocałował w czoło. Ona uśmiechnęła się tylko i wtuliła w poduszkę.
***
Karinę obudziły promienie słoneczne wdzierające się przez niedosunięte zasłony. Wyprężyła się jak kot i potężnie ziewnęła. Otworzyła szeroko oczy i dotarło do niej, co stało się wczorajszego dnia. Pocałunek z Paulem, kłótnia z Krzyśkiem, powrót w ulewę do domu i…
- Osz – szepnęła i przypomniała sobie jak Lotman zajął się nią. – Spokojnie Ignaczak.
Spojrzała na swój zegarek leżący na etażerce i zerwała się z łóżka widząc godzinę ósmą dwie. Za niecałą godzinę ma zjawić się na hali. Od razu skierowała się do łazienki. Wykonała poranną toaletę i zeszła na dół do kuchni. Zastała tam przyjmującego Resovii opartego o blat kuchenny. Zauważyła, że miał w ręku kubek z kawą. Od razu zapragnęła tego napoju.
- Proszę. – Podał jej kubek z pięknie pachnącą cieczą i uśmiechnął się pod nosem widząc jak zachłannie piję kawę.
- Dziękuję – powiedziała jakby była to najważniejsza rzecz na świecie.
- To tylko kawa – uśmiechnął się i podniósł wyżej swój kubek.
- Nie chodzi mi o kawę. Chodzi mi o wczoraj – powiedziała i czekała na jego reakcję.
- Ahhh. To może byśmy to powtórzyli. – Odłożył kubek na blat i złapał ją w pasie. Patrzył w jej oczy czekając na pozwolenie.
- Nie chodziło mi dokładnie o to, ale to też dobry pomysł. Naprawdę dobry – szepnęła i wpiła się w jego usta. Całowała go zachłannie jakby miał być to ich ostatni pocałunek.
Dźwięk dzwonka.
- Kurwa – wymsknęło się Karinie, a Paul odchylił głowę do tyłu.
- Kogo diabli niosą? – zapytał sam siebie kierując się ku domofonowi.
Ignaczak uśmiechnęła się i dotknęła swoich ust, których przed chwilą smakował on. Ignaczak ty się zastanów co robisz, powiedziała do siebie w myślach. Upiła trochę kawy i spojrzała na zegar. Za dwanaście dziewiąta. Odłożyła kubek i poszła się ubrać. Nałożyła swoje mokasyny i złapała dużą torebkę. Natknęła się na Paula, który akurat wchodził do domu. Jego mina wyrażała ‘nawet nie pytaj’. Wrócił się do kuchni po kluczyki do auta i obydwoje wyszli z domu. Kierunek – hala Podpromie.
*
Siedziała na swoim skórzanym krześle i czekała na pierwszego ‘pacjenta’. Okazał się nim Bartman. Już miała dość.
- Cześć. – Usiadł na kozetce i czekał, aż Karina zacznie coś robić. Na razie przeglądała jego papiery.
- Zdejmij koszulkę – kazała i czekała na komentarz w stylu ‘szybka jesteś mała’, ale nie doczekała się. Posłusznie zdjął górną część garderoby. Zaczęła badać go stetoskopem.
- Myślałem, że jesteś fizjoterapeutką.
- Nie gadaj. Wydech. Możesz się ubrać. – Odłożyła stetoskop na biurko i usiadła za nim pisząc coś. – Owszem skończyłam studia medyczne w specjalizacji fizjoterapeuta, ale zrobiłam również sobie parę uprawnień, więc mogę wykonywać takie sezonowe badania. Coś ci dolega? Boli?  Cokolwiek?
- Nie chyba nie.
- Chyba? – zapytał patrząc na niego znad okularów. – Po treningu coś cię boli wyjątkowo albo może…
- Nie, nic mi nie jest – zaprzeczył stanowczo.
- Dobrze. Więc teraz pobiorę ci krew żeby w laboratorium wykonali ci dokładniejsze badania - oznajmiła i założyła rękawiczki.
- Krew? Pobrać? Igłą? – pisnął i zrobił się nagle blady.
- Bartman błagam cię nie odstawiaj mi tu scen. Usiądź na fotelu, zamknij oczy i będzie po wszystkim. – Spojrzał na nią nieufnie, ale zdecydował się.
- Ała, ała, ała! Błagam zostaw! – krzyknął, a ona westchnęła.
- Jeszcze nic nie zaczęłam robić. – Zrobiło mu się nagle strasznie głupio. Zamknął oczy.
- Zaczynaj.
- Nie napinaj mięśni – powiedziała spokojnie, a on posłuchał jej.
- No możesz zaczynać.
- Już skończyłam – odpowiedziała spokojnie i oznaczyła probówkę.
- No tak – złożył dłonie i czekał na dalsze ‘rozkazy pani doktor’. – Teraz pseudonim Igła zdecydowanie cię odzwierciedla.
- Możesz już iść – powiedziała uśmiechając się szczerze. On słysząc te trzy słowa szybko wybiegł z gabinetu. – Zapraszam następnego – krzyknęła do otwartych drzwi myjąc ręce. Odwróciła się. Jej następnym pacjentem był jej brat. – Zdejmij koszulkę.
- Karina porozmawiajmy – zaczął zdejmując swój t-shirt.
- Wdech, wydech…
- Karina do jasnej cholery! Zachowuj się jak dorosła kobieta.
- Możesz się ubrać. Jakbyś nie zauważył jestem w pracy – mruknęła i zaczęła pisać coś w notatniku. – Jakieś problemy zdrowotne? Jak twoje łękotki? – Spojrzała na niego znad okularów. Widziała, że się męczy. – Dobrze porozmawiamy, ale nie teraz. Może przyjdziesz do mnie… nas… Paula – zawiesiła głos. – Może jednak spotkajmy się u ciebie? – dodała szybko i spojrzała na niego uważnie.
- No pewnie. Iwona na pewno się ucieszy. To samo dzieciaki. O dziewiętnastej?
- Tak, będę – odpowiedziała i założyła rękawiczki. – Mam nadzieję, że nie boisz się zastrzyków tak samo jak Bartman?