Karina
siedziała w ciepłej bluzie, przykryta kocem ze swoim laptopem na tarasie.
Szukała ofert pracy. Chciała zacząć pracować. Zawsze lubiła swoją pracę i nie
rozumiała ludzi, którzy w kółko narzekali na swoich szefów i na to co robią.
Uważała, że jeśli komuś coś nie pasuję trzeba to zmienić. Tak po prostu. Ona
nienawidziła mieszkać w Norwegii, ale trzymała ją szkoła. To inna sprawa
prawda?, pytała samą siebie, ale po chwili zdawała sobie sprawę, że nie.
Przeszukała
parę stron z ofertami pracy i znalazła jedną. Dobrze płatna, w pobliżu domu
Lotmana i w jej specjalizacji, ale było jedno ale. Miałaby być drugim fizjoterapeutą zawodników Asseco Resovii Rzeszów.
Głośno westchnęła i oparła się o wygodny fotel. Nienawidziła siatkówki, ale czy
to znaczyło, że nie może przez to pracować z siatkarzami? Właściwie czy ona
nienawidziła siatkówki czy pewnego siatkarza? Sama nie potrafiła sobie na to pytanie
odpowiedzieć. Spojrzała jeszcze raz na stronę Resovii i na numer do biura,
gdzie mogłaby dowiedzieć się więcej o tej posadzie.
Z ciekawości nacisnęła na zakładkę zawodnicy.
Pierwszy był Paul. Weszła na jego profil. Zobaczyła jego zdjęcia i uśmiechnęła
się. Amerykanin był naprawdę przystojny. W tej samej chwili usłyszała jak drzwi
na dwór otwierają się. Wyszedł z nich właściciel domu z dwoma kubkami parującej
cieczy.
-
Pomyślałem, że napiłabyś się czegoś ciepłego – odezwał się i podał jej kubek.
- Dzięki –
odparła i powąchała herbatę. – Co to za smak? Pięknie pachnie. - Zaciągnęła się
mocniej delektując się jak i zapachem jak i ciepłem.
- Herbata
żółta – wyjaśnił i spojrzał na ekran laptopa.
- Przepraszam.
– Karina zarumieniła się i zamknęła szybko klapę laptopa.
- Nie masz,
za co. Nie powiem, że to nie jest dziwne. Czasem naprawdę mam dość. Wiesz te
komentarze w Internecie, gazetach czy telewizji. Na początku chyba było
najgorzej. Wiesz Amerykanin w polskiej drużynie. Hieny cmentarne – zaśmiał się
lekko przypominając sobie wypowiedź Igły - nie wiadomo, czego doszukiwały się w
moim zachowaniu. Siebie jeszcze mogłem przeżyć, ale kiedy zaczęli czepiać się
moich rodziców, dziadków czy sióstr to straciłem cierpliwość. Od tamtego czasu
dali mi spokój. W miarę… Jest taki jeden portal plotkarski gdzie ploteczki – zaakcentował
te słowo jak kobieta – dotyczą tylko i wyłącznie sportowców. To naprawdę
dziwne.
- Ja tak
weszłam przez przypadek – powiedziała, a on spojrzał na nią z miną ‘no co ty’.
– No dobra nie tak w pełni przez przypadek. Po prostu byłam ciekawa…
- Nie mogłaś
zapytać mnie?
-
Przepraszam Paul. Naprawdę przepraszam. Głupio wyszło, nie? – Uśmiechnęła się
nieśmiało. – Paul, a może opowiesz mi coś o sobie?
- No cóż.
Moi dziadkowie od strony ojca byli Polakami i to dzięki nim mam tą posiadłość.
Zapisali mi ją w spadku, jako jedynemu swojemu wnukowi. Moje siostry Marie,
Andrea, Katy i Lavender dostały posiadłości w Ameryce. Nigdy nie interesowałem
się tym domem, ale kiedy zaproponowano mi grę w Resovii od razu się zgodziłem.
Nic mnie nie trzymało w Lakewood. Mój tata Piotr dbał o to żebyśmy mówili po
polsku i znali tradycję tego kraju, więc kiedy zjawiłem się w Rzeszowie
zdziwiłem wszystkich powitaniem po polsku. Kiedy poznałem to miasto bliżej zakochałem
się w nim. Wszystko wydaję się takie znajome, tak jakbym mieszkał tu od
urodzenia.
- Ja też
się tak tu czuję. Urodziłam się w Norwegii, ale dwanaście lat mieszkałam w
Polsce. Tu w Rzeszowie. Moja biologiczna matka po urodzeniu mnie w Oslo wróciła
do Rzeszowa i zostawiła mnie mojemu ojcu. Ojcu Krzyśka również. Krzysztof miał
wtedy już dziewięć lat, ale chyba wszystko od razu zrozumiał. Ojciec podobno
wyśmiał moją matkę, ale mama Krzycha powiedziała, że zaopiekuję się mną. W
końcu ja nie byłam niczemu winna. Kiedy miałam sześć lat zmarł nasz ojciec. Nie
pamiętam go w ogóle. Jak miałam trzynaście lat moja biologiczna matka ni stąd
ni zowąd przyjechała i zabrała mnie do Norwegii. Posłała mnie tam do szkoły i
jakoś musiałam sobie radzić. Cały czas miałam stały kontakt z Krzyśkiem, ale to
nie było to. Kiedy przyjeżdżałam, czasem tylko raz do roku spotykałam się z nim.
Kiedy dostałam dyplom ukończenia szkoły miałam zamiar wrócić do Polski, ale
matka zachorowała i musiałam jej pomóc. Miałam dość. Po prostu całe życie w
Norwegii spakowałam w dwie walizki i wróciłam. Tak po prostu. Dlatego Krzychu
był zdziwiony widząc mnie.
Lotman nic
nie powiedział. Uśmiechnął się i popił herbaty. Ona zrobiła to samo. Tego
wieczora nie poruszali już głębokich tematów. Gadali o bzdurach. O
zainteresowaniach, o tym co lubią, a czego nie. Poznawali się. Śmiali się cały
czas i cieszyli się chwilą. Po prostu żyli.