sobota, 15 marca 2014

Rozdział III

Karina siedziała w ciepłej bluzie, przykryta kocem ze swoim laptopem na tarasie. Szukała ofert pracy. Chciała zacząć pracować. Zawsze lubiła swoją pracę i nie rozumiała ludzi, którzy w kółko narzekali na swoich szefów i na to co robią. Uważała, że jeśli komuś coś nie pasuję trzeba to zmienić. Tak po prostu. Ona nienawidziła mieszkać w Norwegii, ale trzymała ją szkoła. To inna sprawa prawda?, pytała samą siebie, ale po chwili zdawała sobie sprawę, że nie.
Przeszukała parę stron z ofertami pracy i znalazła jedną. Dobrze płatna, w pobliżu domu Lotmana i w jej specjalizacji, ale było jedno ale. Miałaby być drugim fizjoterapeutą zawodników Asseco Resovii Rzeszów. Głośno westchnęła i oparła się o wygodny fotel. Nienawidziła siatkówki, ale czy to znaczyło, że nie może przez to pracować z siatkarzami? Właściwie czy ona nienawidziła siatkówki czy pewnego siatkarza? Sama nie potrafiła sobie na to pytanie odpowiedzieć. Spojrzała jeszcze raz na stronę Resovii i na numer do biura, gdzie mogłaby dowiedzieć się więcej o tej posadzie.
 Z ciekawości nacisnęła na zakładkę zawodnicy. Pierwszy był Paul. Weszła na jego profil. Zobaczyła jego zdjęcia i uśmiechnęła się. Amerykanin był naprawdę przystojny. W tej samej chwili usłyszała jak drzwi na dwór otwierają się. Wyszedł z nich właściciel domu z dwoma kubkami parującej cieczy.
- Pomyślałem, że napiłabyś się czegoś ciepłego – odezwał się i podał jej kubek.
- Dzięki – odparła i powąchała herbatę. – Co to za smak? Pięknie pachnie. - Zaciągnęła się mocniej delektując się jak i zapachem jak i ciepłem.       
- Herbata żółta – wyjaśnił i spojrzał na ekran laptopa.
- Przepraszam. – Karina zarumieniła się i zamknęła szybko klapę laptopa.
- Nie masz, za co. Nie powiem, że to nie jest dziwne. Czasem naprawdę mam dość. Wiesz te komentarze w Internecie, gazetach czy telewizji. Na początku chyba było najgorzej. Wiesz Amerykanin w polskiej drużynie. Hieny cmentarne – zaśmiał się lekko przypominając sobie wypowiedź Igły - nie wiadomo, czego doszukiwały się w moim zachowaniu. Siebie jeszcze mogłem przeżyć, ale kiedy zaczęli czepiać się moich rodziców, dziadków czy sióstr to straciłem cierpliwość. Od tamtego czasu dali mi spokój. W miarę… Jest taki jeden portal plotkarski gdzie ploteczki – zaakcentował te słowo jak kobieta – dotyczą tylko i wyłącznie sportowców. To naprawdę dziwne.
- Ja tak weszłam przez przypadek – powiedziała, a on spojrzał na nią z miną ‘no co ty’. – No dobra nie tak w pełni przez przypadek. Po prostu byłam ciekawa…
- Nie mogłaś zapytać mnie?
- Przepraszam Paul. Naprawdę przepraszam. Głupio wyszło, nie? – Uśmiechnęła się nieśmiało. – Paul, a może opowiesz mi coś o sobie?
- No cóż. Moi dziadkowie od strony ojca byli Polakami i to dzięki nim mam tą posiadłość. Zapisali mi ją w spadku, jako jedynemu swojemu wnukowi. Moje siostry Marie, Andrea, Katy i Lavender dostały posiadłości w Ameryce. Nigdy nie interesowałem się tym domem, ale kiedy zaproponowano mi grę w Resovii od razu się zgodziłem. Nic mnie nie trzymało w Lakewood. Mój tata Piotr dbał o to żebyśmy mówili po polsku i znali tradycję tego kraju, więc kiedy zjawiłem się w Rzeszowie zdziwiłem wszystkich powitaniem po polsku. Kiedy poznałem to miasto bliżej zakochałem się w nim. Wszystko wydaję się takie znajome, tak jakbym mieszkał tu od urodzenia.
- Ja też się tak tu czuję. Urodziłam się w Norwegii, ale dwanaście lat mieszkałam w Polsce. Tu w Rzeszowie. Moja biologiczna matka po urodzeniu mnie w Oslo wróciła do Rzeszowa i zostawiła mnie mojemu ojcu. Ojcu Krzyśka również. Krzysztof miał wtedy już dziewięć lat, ale chyba wszystko od razu zrozumiał. Ojciec podobno wyśmiał moją matkę, ale mama Krzycha powiedziała, że zaopiekuję się mną. W końcu ja nie byłam niczemu winna. Kiedy miałam sześć lat zmarł nasz ojciec. Nie pamiętam go w ogóle. Jak miałam trzynaście lat moja biologiczna matka ni stąd ni zowąd przyjechała i zabrała mnie do Norwegii. Posłała mnie tam do szkoły i jakoś musiałam sobie radzić. Cały czas miałam stały kontakt z Krzyśkiem, ale to nie było to. Kiedy przyjeżdżałam, czasem tylko raz do roku spotykałam się z nim. Kiedy dostałam dyplom ukończenia szkoły miałam zamiar wrócić do Polski, ale matka zachorowała i musiałam jej pomóc. Miałam dość. Po prostu całe życie w Norwegii spakowałam w dwie walizki i wróciłam. Tak po prostu. Dlatego Krzychu był zdziwiony widząc mnie.

Lotman nic nie powiedział. Uśmiechnął się i popił herbaty. Ona zrobiła to samo. Tego wieczora nie poruszali już głębokich tematów. Gadali o bzdurach. O zainteresowaniach, o tym co lubią, a czego nie. Poznawali się. Śmiali się cały czas i cieszyli się chwilą. Po prostu żyli.