Sylwester wyglądał jak każda inna impreza tego typu.
Alkohol lał się strumieniami, a muzyka zagłuszała wszystko. Karina pierwszy raz
miała okazję zobaczyć zapitych w trupa Resoviaków. Stwierdziła, że widok ten
będzie ją zawsze bawił.
Kiedy wszyscy zostali, albo odwiezieni przez trzeźwe
żony lub taksówki do domów, bądź położeni do pokoi gościnnych Karina sama
położyła się obok Paula i wtuliła się w niego. Ten tylko mocniej ją przytulił i
pocałował delikatnie. Może i był pijany i śmierdział wódką, ale nadal wydawał
jej się doskonały, aż nierealny.
*
Poranek dla Amerykanina był wyjątkowo bolesny. Głowa
była jak z ołowiu, a mięśnie bolały go jak po ośmiogodzinnym treningu. Wstał z
łóżka starając się nie obudzić Kariny. Zszedł do kuchni po butelkę wody. Oprócz
wszechogarniającego bałaganu zastał tam Krzyśka. Zastanawiał się jak się
zachować. Ich relacje, od kiedy zamieszkała z nim Karina zdecydowanie
pogorszyły się.
- Siema – odezwał się libero, co zbiło z tropu
Amerykanina, ale odpowiedział. – Niezła impreza, co?
- Nie zaprzeczę – rozluźnił się trochę i wyjął z
lodówki mleko. Kiedy upijał trochę usłyszał dźwięk telefonu Ignaczakówny. Mimo
podejrzliwego wzroku jej brata odebrał. – Cześć tato – zdziwił się jeszcze
bardziej słysząc po drugiej stronie swego ojca. – Nie, jeszcze śpi – spojrzał
na zegarek, na którym wybiła dziesiąta. – Przekaże – zakończył rozmowę i
odłożył telefon na lodówkę.
- Paul? – zagaił Igaczak.
- Hym? – zapytał popijając mleka z kartonika.
- Mam nadzieję, że traktujesz moją siostrę poważnie,
bo jeśli nie to nie zazdroszczę ci bycia tobą – uniósł kąciki usta na sekundę i
wyszedł zostawiając przyjmującego z pewnym dylematem. Czy traktuję Karinę poważnie?
***
Dni się dłużyły, a Karina czuła się coraz gorzej. Paul
zauważył, że dzieje się z nią coś niedobrego. Nie chciała jeść, miała mdłości i cierpiała na bezsenność. Niestety, kiedy starał się
wyciągnąć coś z niej ona stanowczo zaprzeczała wszystkim jego podejrzeniom.
Podczas jednej z kolacji zaproponowała spędzenie Świąt
Wielkiejnocy u jego rodziców. Był bardzo zdziwiony. Nie miał zamiaru jej nawet
tego proponować. Nie chciał być nachalny. Stwierdził, że Boże Narodzenie spędzone
w Lakewood musiało być dla niej niełatwe, więc Wielkanoc planował spędzić z nią
w Rzeszowie.
- Jesteś pewna? Nie wolałabyś zostać tu, z Krzyśkiem
chociażby? – zapytał bez żadnych głębszych intencji.
- Mam rozumieć, że nie chcesz żebym ponownie
odwiedziła twoich rodziców? Sugerujesz, że spędzanie Świąt z twoją rodziną jest
zbyt wybiegającym krokiem w przyszłość? – spojrzała na niego z wyrzutem i z
łzami w oczach wprowadzając go w zdezorientowanie.
- Przepraszam, nie o to mi… – nie zdążył już niestety dokończyć,
gdyż ta wybiegła z kuchni.
Pobiegł za nią. Jak się okazało wylądowała w łazience.
Klęczała na zimnych kafelkach i płakała, a on nie wiedział, co zrobić. Próbował
ją objąć, ale ona zdecydowanie starała się mu to utrudnić.
- Proszę cię nie płacz. Nie o to mi chodziło. Nie
chciałem na ciebie naciskać, dlatego nie wyszedłem z inicjatywą wyjazdu do
moich rodziców – ujął jej twarz w dłonie i złożył na jej ustach delikatny
pocałunek. – Przepraszam – pocałował ją jeszcze raz, lecz tym razem namiętnie.
Jego dłonie powędrowały pod koszulkę Kariny i wtedy oprzytomniała. Odepchnęła
go od siebie i znowu uciekła. Tym razem do sypialni.
Kiedy wszedł do pokoju leżała głową do poduszki i
szlochała. Położył się obok niej i przepraszał. Gładził ją po plecach próbując
uspokoić, ale ona jeszcze głośniej płakała. Był bezsilny. Nie mógł nic zrobić.
***
Karina powoli zaczynała popadać w depresję. W niczym
nie widziała sensu. Wszystkiego miała dość. Kiedy płakała w samotności mniej
bolało, ale kiedy Paul próbował ją pocieszać sprawiał jej dodatkowy ból. Coraz
częściej zdawała sobie sprawę z tego, że jemu również zadaje ból. Nie potrafiła
sobie sama poradzić z tym, co na nią spadło.
Podczas jednego z bezsensownych dni postanowiła
zadzwonić do swojego brata. W końcu ich relacje polepszyły się. Tak
przynajmniej jej się zdawało. Zadzwoniła i powiedziała jak wygląda sytuacja, że
nie wie, co zrobić. Powiedział jedynie, że jeśli się wpakowała w kłopoty
to musi sobie teraz sama poradzić. Rzuciła telefonem o ścianę.
Do salonu wszedł akurat Paul. Kiedy zobaczył, że jego
ukochana znowu płacze usiadł obok niej i starał uspokoić.
- Proszę cię nie płacz. Zrobię wszystko żebyś nie
płakała – ujął jej twarz w dłonie jak to zwyczaj miał robić i złożył delikatny
pocałunek. – Jesteś dla mnie ważna, wiesz o tym Słońce? Jesteś takim moim
słoneczkiem, ale zaczynasz powoli tracić blask, a ja nie mogę na to pozwolić –
przytulił ją, a ona zanim zaczęła rzewnie płakać wtuliła się w niego jak małe
dziecko. - Proszę, nie płacz – odezwał się, ale wiedział, że to nic nie da. Był
równie bezsilny, co ona.
***
Stali na lotnisku czekając na swój lot. Karina
rozglądała się niepewnie i mocno zaciskała dłoń Paula. Czuła się źle. Nie
chodziło o to, że była załamana czy bezsilna. Bolało ją wszystko. Miała ochotę
zwrócić dzisiejsze śniadanie, które wepchnął siłą w nią Lotman. Spojrzała na
niego. Nie zdawała sobie sprawy, że on przejmuje się jeszcze bardziej jej
zdrowiem. Uśmiechnęła się lekko do niego wywołując u niego wielkiego banana na
twarzy. Już dawno nie wykonała takiego gestu. Nawet pocałowała go delikatnie.
Cieszyła się, bo przecież wszystko miało się wyjaśnić.
*
Powitania w domu Lotmanów jak zawsze były wielkie.
Jako, że w Święta Wielkanocne w Lakewood spędzić miały tylko dwie siostry Paula zamieszanie nie było tak duże jak podczas ostatniej wizyty. Przyjmujący
zauważył, że na ustach Kariny zagościł wreszcie uśmiech, a zgłasza wtedy, gdy
wzięła na ręce małą córeczką jego siostry. Powędrował wzrokiem za
nimi do salonu, a sam wszedł do kuchni.
- I jak tam synku? – zaczął senior Lotman i usiadł
naprzeciw syna, który odetchnął i schował twarz w dłoniach. – Aż tak źle?
- Tata ja już sam nie wiem - zawiesił głos. – Nie
wiem, czemu Karina tak się zachowuje. Płacze całymi dniami. Za każdym razem,
kiedy wracam z treningu boję się, że w korytarzu zastanę jej walizki i ją
mówiącą, że to koniec – jęknął i spojrzał na ojca jakby oczekując odpowiedzi,
lecz ten nie odezwał się. – Ale za chwilę stwierdza, że chce lecieć na Święta
do Lakewood powodując jeszcze większy mętlik w mojej głowie. Tato?
- Oj synek – westchnął i powędrował wzrokiem na
tablicę korkową zawieszoną na ścianie w kuchni, na której widniały zdjęcia całego jego
potomstwo wraz ze swoimi połówkami. Także Paula i Kariny. – Wiesz, że my nie
mamy z mamą absolutnie nic przeciwko Karinie a wręcz przeciwnie, więc może
podejmij dalszej kroki. Rozumiesz? – zapytał, ale sądząc po wyrazie twarzy syna
nie zrozumiał. – Kochasz ją?
- Tato ja nie wiem… Teraz jak ona się tak zachowuję to
nie wiem, czy ona mnie kocha, a przecież miłość musi być odwzajemniona. Coraz
częściej zaczynam wątpić.
- A może ona tak się zachowuję, bo cię kocha –
powiedział i wstał od stołu. – Myślę, że wszystko niedługo się wyjaśni –
poklepał syna po plecach. – Uwierz mi – uśmiechnął się i wyszedł tworzą jeszcze
większy mętlik w głowie Paula. Teraz to już niczego nie był pewien.
*
Cały wyjazd do Ameryki z grubsza wydawać się mógł
udany jednak plany Kariny nie zostały wcielone w życie. Starała się zachowywać
naturalnie, ale nie udawało jej się to w pełni. Widziała zmartwioną minę Paula
za każdym razem, kiedy rozmawiali. Doceniała też to, że się o nią martwił, ale
nadal nie przełamała swojego strachu.
Kiedy podczas ostatniego wieczoru u Lotmanów udała się
do kuchni po szklankę mleka zastała w pomieszczeniu Paula z nietęgą miną i jego ojca. Senior spojrzał na nią wymownie, a Junior uśmiechnął się niemrawo.
- Karina musi z tobą porozmawiać – powiedział Piotr i
wyszedł z kuchni posyłając pokrzepiające spojrzenie Ignaczakównie.
Między tą dwójką zapadła bardzo nieprzyjemna cisza.
Dziewczyna usiadła naprzeciwko przyjmującego. Kiedy położyła dłonie na stół on
automatycznie je złapał.
- Proszę powiedz, co się dzieję. Ja już nie mogę
patrzeć na twoje łzy – odparł łamiącym się głosem.
- Paul ja tak wszystko zepsułam, ja nie wiem ja to się
stało – spojrzała na niego spode łba. – Tak bardzo cię przepraszam.
- Ale za co? – spojrzał na nią błagalnie.
- Za to, że będziesz ojcem – wychrypiała, a łzy
zaczęły ciec po jej policzkach.
- Karinka – odezwał się po chwili Paul. – Chodź tu do
mnie – uśmiechnął się i posadził ją sobie na kolanach. – Czemu płaczesz?
Przecież to wspaniale, że zostaniemy rodzicami. Kocham cię i nie wyobrażam
sobie założyć rodziny z inną kobietą – wyjaśnił i pocałował ją w usta.
- Naprawdę? – zapytała na co on kiwnął głową. Ona
natomiast zaczęła jeszcze rzewniej płakać.
- Ale czemu znowu płaczesz, Karina?
- Bo ty jesteś taki dobry, a ja myślałam, że będziesz
zły, że mnie zostawisz – te słowa bez dwóch zdań ubodły mężczyznę. – Nie
zasługuję na ciebie.
- Nie masz prawa tak myśleć rozumiesz? – spojrzał jej
w oczy. - Teraz będzie już tylko lepiej. Kocham cię – pocałował ją namiętnie, a
ona od paru tygodni pierwszy raz odwzajemniła pocałunek. Naprawdę była pewna, że
będzie już tylko lepiej.
Czy było tylko lepiej? Owszem było tylko lepiej.