Kiedy
promienie słoneczne zaczęły wkradać się do pokoju Karina otworzyła oczy i
ziewnęła. Przeciągnęła się i poczuła, że nie leży na niewygodnym jednoosobowym
materacu. Zerwała się i zaczęła kojarzyć fakty. Wyjazd z Oslo, Rzeszów,
Krzysiek, Paul Lotman i jego dworek. No właśnie Paul Lotman, przypomniała sobie
Karina. Usiadła na łóżku i zauważyła obok zdjęcia kartkę opatrzoną logiem
Resovii. Uśmiechnęła się.
Musiałem jechać na trening i nie zdążyłem oprowadzić
cię po domu, za co przepraszam, więc niestety będziesz musiała sobie sama
poradzić. Czuj się jak u siebie w domu.
Paul
- Jak w
domu mówisz? – zapytała samą siebie. – Musiałabym czuć się tu fatalnie, a ja
czuję się tu wprost przeciwnie.
Ruszyła na
wycieczkę po rezydencji. Weszła do wszystkich pokoi na piętrze nie licząc
pomieszczenia, które Paul wskazał, jako swoją sypialnię. Byłoby to trochę
perwersyjne zwiedzać sypialnię nieznajomego mężczyzny. Nie znalazła nic
ciekawego oprócz bardzo gustownie urządzonych pokoi gościnnych. Jednakże na
piętrze wyżej znalazła już parę ciekawych pomieszczeń takich jak mała
biblioteka, sala bilardowa i skromna, lecz robiąca wrażenie sala kinowa.
Kiedy
obejrzała już piętra zeszła na dół. Po prawej stronie zauważyła wielki łuk
prowadzący do salonu połączonego z kuchnią i jadalnią. Dalej było wyjście na
taras. Wszystko zachwycało swoim wyglądem i wielkością. Pozwoliła sobie zrobić kawałek
chleba orkiszowego, jak poznała po wyglądzie i zapachu, z masłem i poszła na
dalszą wycieczkę. Wróciła do holu i skierowała się w stronę przeciwną. Okazało
się, że znajduję się tam siłownia z wyjściem na dwór. Za budynkiem znajdował
się gigantyczny ogród z basenem, bieżnią i boiskiem do koszykówki i piłki
nożnej.
Po
wycieczce udała się do łazienki oddać się jej urokowi. Nalała sobie wannę pełną
wody. Użyła wszystkich możliwych olejków jakie miała i rozkoszowała się gorącą
wodą. Po pół godzinie wyszła z wanny. Ubrała się w dżinsowe biodrówki i czarną
bokserkę. Zbierała się do suszenia włosów, gdy usłyszała „Karina wróciłem”. Od
razu poznała głos Lotmana. Założyła okulary na nos, a na nogi ciepłe, norweskie
skarpetki i zeszła na dół.
Kiedy ją
zobaczył wpatrywał się w nią dłuższy czas. Była taka piękna w mokrych włosach
niepewnie stąpając po schodach.
- Hej Paul
– podeszła do niego i nie wiedząc, co zrobić z rękoma poprawiła okulary.
- Cześć. Mam
nadzieję, że nie przysporzyłem ci zbyt wielu kłopotów tym nagłym wyjściem. Nie
miałem okazji powiedzieć ci o treningach i …
- Okej
spokojnie. Poradziłam sobie – przerwała mu i pewnie uśmiechnęła się.
- Trochę
się zmartwiłem. – Odłożył na bok torbę z herbem Resovii, co zostało skitowane
przeciągłym oddechem Ignaczak. – Nie kupiłem nic na obiad, bo nie wiedziałem co
jadasz.
- Byle, co – Machnęła ręką, a później dopiero stwierdziła, że musiało to bardzo głupio
zabrzmieć.
- Zobaczmy może,
co mamy w lodówce – odparł Lotman i skierował się w kierunku kuchni i lodówki.
– Hymm – zastanawiał się otwierając wielkie drzwi od lodówki. – Co ty na owoce
morza?
- Chętnie.
A tak w ogóle to, która jest godzina? – Karina zdała sobie sprawę, że tego dnia
nie spojrzała ani razu na zegarek.
- Dokładnie
15:23 – mężczyzna spojrzał na swój zegarek z dużą tarczą i czarnym, skórzanym paskiem.
- Zróbmy
ten obiad, bo głodna zaczynam się robić – z werwą powiedziała kobieta i zaczęli
obydwoje gotować.
Konsultowali
ze sobą każdy sos i przyprawę, wymieniali spostrzeżeniami i smakami. Kiedy wsypywali
owoce morze do potrawki musieli uważać, aby nie wsypać za dużo, co i tak się im
nie udało. W woku znalazło się ponad kilogram krewetek, małży, kalmarów i
ośmiornic. Nie obyło się również bez śmiechu. Po ciężkich perypetiach wreszcie
usiedli do stołu i zaczęli zajadać się posiłkiem.
- Mówiłem,
że będzie za ostre – nie omieszkał dodać Paul widząc jak jego współlokatorka
popija potrawkę wodą.
- Nie jest
za ostre – zaprzeczyła powstrzymując łzy. – No dobra jest! – przyznała się i
obydwoje zaśmiali się.
- Krzysiek
prosił mnie żeby ci przekazać żebyś się z nim skontaktowała – kiedy skończyli
jeść przyjmujący odezwał się do dziewczyny.
- Dobrze
wiedzieć, że się martwi o własną siostrę – uśmiechnęła się lekko i zamyśliła.
- Krzysztof
nigdy nam o tobie nie opowiadał. Nawet nie wspomniał, że ma siostrę – zaczął
niepewnie Lotman i za chwilę tego żałował.
- Wiesz
Paul bo my jesteśmy przyszywanym rodzeństwem. Mamy inne matki… - Zasmuciła się
momentalnie i zaczęła bawić swoimi pałeczkami.
-
Przepraszam nie powinienem pytać…
- Nie no…
- To nie
moja sprawa…
- Byłeś
ciekawy…
- Zakończmy
ten temat – stanowczo zakończył tą bezsensowną wymianę zdań.
- Pójdę
zadzwonić do Krzycha – wstała od stołu i odstawiła swój talerz do zlewu.
- A ja
pozmywam – powiedział bardziej do siebie, bo jej już nie było. Usłyszała tylko
z kuchni dźwięk tłuczonej porcelany.

