sobota, 8 lutego 2014

Rozdział II


Kiedy promienie słoneczne zaczęły wkradać się do pokoju Karina otworzyła oczy i ziewnęła. Przeciągnęła się i poczuła, że nie leży na niewygodnym jednoosobowym materacu. Zerwała się i zaczęła kojarzyć fakty. Wyjazd z Oslo, Rzeszów, Krzysiek, Paul Lotman i jego dworek. No właśnie Paul Lotman, przypomniała sobie Karina. Usiadła na łóżku i zauważyła obok zdjęcia kartkę opatrzoną logiem Resovii. Uśmiechnęła się.

Musiałem jechać na trening i nie zdążyłem oprowadzić cię po domu, za co przepraszam, więc niestety będziesz musiała sobie sama poradzić. Czuj się jak u siebie w domu.
Paul
- Jak w domu mówisz? – zapytała samą siebie. – Musiałabym czuć się tu fatalnie, a ja czuję się tu wprost przeciwnie.
Ruszyła na wycieczkę po rezydencji. Weszła do wszystkich pokoi na piętrze nie licząc pomieszczenia, które Paul wskazał, jako swoją sypialnię. Byłoby to trochę perwersyjne zwiedzać sypialnię nieznajomego mężczyzny. Nie znalazła nic ciekawego oprócz bardzo gustownie urządzonych pokoi gościnnych. Jednakże na piętrze wyżej znalazła już parę ciekawych pomieszczeń takich jak mała biblioteka, sala bilardowa i skromna, lecz robiąca wrażenie sala kinowa.
Kiedy obejrzała już piętra zeszła na dół. Po prawej stronie zauważyła wielki łuk prowadzący do salonu połączonego z kuchnią i jadalnią. Dalej było wyjście na taras. Wszystko zachwycało swoim wyglądem i wielkością. Pozwoliła sobie zrobić kawałek chleba orkiszowego, jak poznała po wyglądzie i zapachu, z masłem i poszła na dalszą wycieczkę. Wróciła do holu i skierowała się w stronę przeciwną. Okazało się, że znajduję się tam siłownia z wyjściem na dwór. Za budynkiem znajdował się gigantyczny ogród z basenem, bieżnią i boiskiem do koszykówki i piłki nożnej.
Po wycieczce udała się do łazienki oddać się jej urokowi. Nalała sobie wannę pełną wody. Użyła wszystkich możliwych olejków jakie miała i rozkoszowała się gorącą wodą. Po pół godzinie wyszła z wanny. Ubrała się w dżinsowe biodrówki i czarną bokserkę. Zbierała się do suszenia włosów, gdy usłyszała „Karina wróciłem”. Od razu poznała głos Lotmana. Założyła okulary na nos, a na nogi ciepłe, norweskie skarpetki i zeszła na dół.
Kiedy ją zobaczył wpatrywał się w nią dłuższy czas. Była taka piękna w mokrych włosach niepewnie stąpając po schodach.
- Hej Paul – podeszła do niego i nie wiedząc, co zrobić z rękoma poprawiła okulary.
- Cześć. Mam nadzieję, że nie przysporzyłem ci zbyt wielu kłopotów tym nagłym wyjściem. Nie miałem okazji powiedzieć ci o treningach i …
- Okej spokojnie. Poradziłam sobie – przerwała mu i pewnie uśmiechnęła się.
- Trochę się zmartwiłem. – Odłożył na bok torbę z herbem Resovii, co zostało skitowane przeciągłym oddechem Ignaczak. – Nie kupiłem nic na obiad, bo nie wiedziałem co jadasz.
- Byle, co – Machnęła ręką, a później dopiero stwierdziła, że musiało to bardzo głupio zabrzmieć.
- Zobaczmy może, co mamy w lodówce – odparł Lotman i skierował się w kierunku kuchni i lodówki. – Hymm – zastanawiał się otwierając wielkie drzwi od lodówki. – Co ty na owoce morza?
- Chętnie. A tak w ogóle to, która jest godzina? – Karina zdała sobie sprawę, że tego dnia nie spojrzała ani razu na zegarek.
- Dokładnie 15:23 – mężczyzna spojrzał na swój zegarek z dużą tarczą i czarnym, skórzanym paskiem.
- Zróbmy ten obiad, bo głodna zaczynam się robić – z werwą powiedziała kobieta i zaczęli obydwoje gotować.
Konsultowali ze sobą każdy sos i przyprawę, wymieniali spostrzeżeniami i smakami. Kiedy wsypywali owoce morze do potrawki musieli uważać, aby nie wsypać za dużo, co i tak się im nie udało. W woku znalazło się ponad kilogram krewetek, małży, kalmarów i ośmiornic. Nie obyło się również bez śmiechu. Po ciężkich perypetiach wreszcie usiedli do stołu i zaczęli zajadać się posiłkiem.
- Mówiłem, że będzie za ostre – nie omieszkał dodać Paul widząc jak jego współlokatorka popija potrawkę wodą.
- Nie jest za ostre – zaprzeczyła powstrzymując łzy. – No dobra jest! – przyznała się i obydwoje zaśmiali się.
- Krzysiek prosił mnie żeby ci przekazać żebyś się z nim skontaktowała – kiedy skończyli jeść przyjmujący odezwał się do dziewczyny.
- Dobrze wiedzieć, że się martwi o własną siostrę – uśmiechnęła się lekko i zamyśliła.
- Krzysztof nigdy nam o tobie nie opowiadał. Nawet nie wspomniał, że ma siostrę – zaczął niepewnie Lotman i za chwilę tego żałował.
- Wiesz Paul bo my jesteśmy przyszywanym rodzeństwem. Mamy inne matki… - Zasmuciła się momentalnie i zaczęła bawić swoimi pałeczkami.
- Przepraszam nie powinienem pytać…
- Nie no…
- To nie moja sprawa…
- Byłeś ciekawy…
- Zakończmy ten temat – stanowczo zakończył tą bezsensowną wymianę zdań.
- Pójdę zadzwonić do Krzycha – wstała od stołu i odstawiła swój talerz do zlewu.
- A ja pozmywam – powiedział bardziej do siebie, bo jej już nie było. Usłyszała tylko z kuchni dźwięk tłuczonej porcelany. 

wtorek, 4 lutego 2014

Rozdział I


Paul rozgrzewał się przed treningiem. Wykonywał, któryś skłon z kolei gdy zauważył, że jakaś kobieta wchodzi na halę. Była bardzo ładna, więc mógł od razu stwierdzić, że to następna wielka fanka siatkarzy. Lotman jak większość zawodników Asseco był bardzo cięty na tego typu fanki. Zaczął iść w jej kierunku. Przyjrzał jej się uważnie. Miała na ramieniu torebkę z długim paskiem, obcisłe dżinsy o niskim stanie, białą koszulę i prostokątne okulary w czerwonych oprawkach. Na ręce widniał jakiś tatuaż, ale nie mógł go rozszyfrować.
- Przepraszam panią – zwrócił się do niej uniemożliwiając jej dalsze przejście. – Trening jest zamknięty. Musi pani wyjść – powiedział spokojnie, a kobieta zaczęła krzyczeć coś w niezrozumiałym języku. Możliwe, że był to norweski.
- Karina? – usłyszał Lotman za sobą. Okazało się, że to Krzysiek Ignaczak.
Kobieta odpowiedziała mu coś w tym dziwnym języku. Igła zaczął z nią rozmawiać nie przejmując się obecnością przyjmującego. W trakcie rozmowy libero użył imienia „Paul” i spojrzał na swojego współzawodnika. Tajemnicza kobieta otaksowała jego sylwetkę i zaprzeczyła stanowczo kiwając głową. Wcześniej wymieniony postanowił odezwać się.
- Przepraszam, ale Krzysztof czy możesz mi wyjaśnić, o co chodzi, bo widzę, że twoja znajoma jest niezbyt zadowolona.
- Paul to jest Karina, moja siostra. Karina to jest Paul, nasz zawodnik – Ignaczak od niechcenia przedstawił ich sobie.
- Miło mi Paul – Podała mu rękę i uśmiechnęła się szeroko.
- Mi również – Odwzajemnił uśmiech i przyjrzał jej się uważnie.
- Mogłabyś zostać na treningu, a później byśmy porozmawiali? – zwrócił się Igła do swojej siostry.
- Dobrze wiesz, że nie – odezwała się teraz dość ostro. – Przyjechałam tu, żeby zapytać czy mnie przenocujesz na jakiś czas.
- Kariś proszę cię… Wiesz, że mam małe mieszkanie i dwójkę dzieci… - zaczął bardo niezręcznie brat.
- Świetnie, czyli mam.... – nie dokończyła gdyż przerwał jej przyjmujący.
- Możesz zamieszkać u mnie – odezwał się i spojrzał na nią. – Mam duży dom, więc nie ma problemu.
- Kari to świetny pomysł. Paul mieszka niedaleko w dużym domu jak już wspomniał. – Od razu było widać, że Krzysztof chciałby, aby jego siostra się zgodziła.
- Dobrze – zgodziła się niechętnie, a Igła od razu ją przytulił. – Dziękuję – uśmiechnęła się nieśmiało i poprawiła okulary, a Lotman stwierdził w myślach, że to bardzo słodkie. – Poczekam w portierni. – Odwróciła się i ponętnym krokiem odeszła. Ten krok rzecz jasna był dość wymuszony, więc potknęła się na swoje nieszczęście wywołując na twarzy zawodnika uśmiech.
- Ty się nie patrz tak na moją siostrę tylko trenuj. -  W tej chwili przemyślenia Lotmana przerwał Krzysiek dość poważnym tonem i wrócił do reszty drużyny.
*
Po treningu Paul pożegnał się z kolegami i wyszedł z hali. Karina stała przed wejściem z dwiema wielkimi walizkami. Ocierała ręce o ręce, a w między czasie poprawiała okulary. Był dość zimny wrześniowy wieczór. Spojrzał na nią. Kiedy zwróciła na niego uwagę lekko się rozpromieniła. Zauważył, że płakała.
- Wszystko dobrze? – zapytał z troską. Naprawdę chciał być dla niej miły.
- Oczywiście, że tak – odparła ze zbyt dużym entuzjazmem, ale on już o nic nie pytał.
- Chodźmy już. Widzę, że ci zimno. Weź moja bluzę – uśmiechnął się do niej i zaczął zdejmować wcześniej wymienioną część garderoby.
- Nie, nie musisz. – Przerwała mu Ignaczak obciągając mu bluzę Resovii. – Naprawdę – zapewniła go poprawiając mu ją. – Jedźmy już.
- Tak, jedźmy – zgodził się ze swoją rozmówczynią i wziął obydwie walizki. Nie sprzeciwiła mu się. Była jakaś zamyślona.
- Proszę – odezwał się, gdy stanęli przed jego sporych rozmiarów autem otworzył jej drzwi.
- Dzięki – odszepnęła i wsiadła.
W czasie drogi nie odzywała się. Wyglądała na przygnębioną. Paul na początku chciał z nią porozmawiać, ale stwierdził, że nie warto. Przecież miał ją tylko i wyłącznie przenocować. Kiedy zatrzymali się przed jego posesją otrząsnęła się z letargu.
- Mówiłeś, że masz duży dom, a nie pałac – spojrzała się na niego z szeroko roztwartymi oczyma.
Karina zachwycała się dworkiem Lotmana. Przejechali jakieś dwadzieścia metrów, a później przez małe rondu po środku z fontanną i byli pod drzwiami wejściowymi.
Karina powoli wysiadła z auta i zaczęła rozglądać się dookoła. Wyobrażała sobie jak pięknie musi tu być zimą. Piękniej niż w Norwegii, pomyślała i spostrzegła na Paula, który otwierał już drzwi do budynku.
- Dziękuję – odparła, gdy przepuścił ją w drzwiach i odebrało jej głos. Dworek z zewnątrz wyglądał jak średniowieczny zabytek, a w środku jak nowoczesna willa. Marmurowe posadzki świetnie współgrały z nowoczesnymi malowidłami na ścianach.
- Pokażę ci twój pokój.
Nic nie odpowiedziała tylko ruszyła za nim. Krok za krokiem coraz bardziej się zachwycała. Kiedy dotarli przed jakieś drzwi zatrzymali się.
- Tu jest twoja sypialnia. Kiedy zagospodarujesz się przyjdź do holu. Tamte drzwi – wskazał palcem drzwi znajdujące się dwa metry dalej – są od mojej sypialni. Ja jakby, co będę w kuchni. Mam nadzieję, że ci się spodoba i zaaklimatyzujesz się – zakończył i udał się w kierunku schodów.
Ignaczak otworzyła powoli drzwi. Jej oczom ukazał się pokój wysoki na trzy metry o pięknej jasnej podłodze. Wielkie łoże z baldachimem świetnie wyglądało wraz z wielkim puchowym dywanem i pozostałymi już nowoczesnymi meblami. Zauważyła jakieś drzwi. Okazały się one drzwiami do łazienki. Na środku stała wanna ze złotymi wykończeniami. Cała łazienka była urządzona raczej w stylu antycznym. Karina wróciła do sypialni i od razu skierowała się na balkon. Ona określiłaby to, jako taras gdyż jej pokój w Norwegii miał mniejszą powierzchnię. Po paru minutach stania na dworze weszła do sypialni. Zaczęła się rozpakowywać. Poukładała swoje ciuchy w równe kupki w komodzie, a niektóre powiesiła na wieszakach. Skończyła swoją pracę kładąc wspólne zdjęcie z Krzyśkiem na jednej z szafek nocnych. Rzuciła się na łóżko i odetchnęła. Mogłaby powiedzieć, że była szczęśliwa. Nie chodziło tylko o to, że miała okazję mieszkać w luksusie, ale czuła się bezpieczna i miała nadzieję na lepsze jutro. Nie minęło dziesięć minut, a Karina już spała.
*
Paul powoli zabierał się do robienia kolacji, ale postanowił zapytać się, co zjadłaby Karina. Może jest wegetarianką, albo weganką? A może w ogóle nie jada kolacji? Zapukał do drzwi jej sypialni, ale nie otworzyła. Nacisnął na klamkę i lekko pchnął drzwi.
- Karina – zawołał i dopiero po chwili zauważył, że kobieta leży na łóżku w ciuchach.
Podszedł do niej i spojrzał na nią uśmiechając się. Zdjął jej buty oraz okulary, które położył na szafce nocnej. Zauważył zdjęcie przedstawiające ją i Krzyśka. Ponownie się uśmiechnął i przypomniał sobie, że powinien zadzwonić do swojej rodziny. Przykrył ją kocem leżącym na kanapie i poszedł wykonać telefon.


Początek.

Witajcie Drodzy Czytelnicy!

Nie będę pisać wiele, nie chodzi tu o mnie. Chodzi tu o historię, która zrodziła się w mojej głowie już dawno. 

Niech ta historia mówi sama za siebie.

Pożoga





Paul Lotman 




Karina Ignaczak