Karina jechała swoim Buckiem. Niby nie powinna tego
auta nazywać swoim, ale jeździła nim zdecydowanie więcej niż Lotman i lubiła to
auto. Zaparkowała pod blokiem swojego brata. Spokojnie pokonała te trzy piętra
i stanęła przed drzwiami. Nie miała zbyt dobrego przeczucia, co do tej rozmowy.
Co prawda ich ostatnia wymiana zdań skończyła się dobrze i przez ostatnie dwa
miesiące wszystko się układało to kiedyś musi przyjść koniec tej sielanki. Drzwi
otworzyła Iwona posyłając jej przepraszające spojrzenie. Ignaczakówna
skierowała się w stronę kuchni. Od kiedy pamięta zawsze w tym pomieszczeniu
przeprowadzała ze swoim bratem rozmowy.
- Cześć bracie.
- Czemu się spóźniłaś? – zapytał z wyrzutem.
- Byłam w kościele i się zasiedziałam
- Msza się przedłużyła? – prychnął i spojrzał na nią
uważnie.
- Dobrze wiesz, że nie zgadzam się z tym co księża…
- Okej wierze ci – przerwał, a Kari zauważyła, że on
zbiera się do poważniejszej rozmowy. – Jesteś moją siostrą i jedną z
najważniejszych osób w moi życiu i chcę żebyś o tym wiedziała. Wiem, że w
przeszłości nie zawsze świeciłem przykładem dobrego brata i popełniłem wiele
błędów, ale teraz chcę to naprawić póki mam okazję. Jesteś już dorosła,
niedługo będziesz miała swoją rodzinę i nie będę miał okazji nadrobić tego, co
straciłem. Przepraszam – spojrzał się na nią uważnie. – Jednak to wyłącznie od
ciebie zależy czy mi wybaczysz – wpatrywał się w nią, a ona nie miała zielonego
pojęcia, co zrobić. Powinna wybaczyć, prawda? Ale wybaczanie naprawdę nie jest
łatwe.
- Też cię kocham, ale musisz zrozumieć, że mi też nie
jest łatwo – załamała ręce i wzięła głęboki oddech.
- Wiem i rozumiem. Jeśli nie wybaczysz…
- Wybaczę, przecież jesteś moim bratem – uśmiechnęła
się i przytuliła go. – Kocham cię.
- Ja ciebie też więc musisz zrozumieć, że czasem
jestem nadopiekuńczy bo nie chcę żeby ktoś cię skrzywdził. Okej? – pocałował ją
w czoło i pogłaskał po włosach. – Moja siostrzyczka. To, co napijesz się czegoś
i porozmawiamy jak brat z siostrą? – zaproponował, a ona zgodziła się na mała
kawę.
Rozmawiali dobrą godzinę o wszystkich błahostkach.
Było zdecydowanie za wcześnie, aby poruszać ważne i delikatne tematy. Ich
rozmowę przerwał telefon Kariny.
- Hej. Nie wiem, ale pewnie będę niedługo w domu. Będę
uważać, oczywiście. No to papa - zakończyła rozmowę i schowała telefon do
torebki.
- Kto to był?
- Oj nie przesadzaj. To tylko Paul – machnęła ręką.
Naprawdę miała dość kłótni.
- Paul? Co chciał?
- Krzysiek proszę cię nie zaczynaj. Chciał zapytać,
kiedy będę. Nic więcej – wytłumaczyła i była już pewna, że z rozejmu z
Krzyśkiem nici. Jej brat po prostu nie potrafił nie wtrącać się w jej sprawy.
***
Paul właśnie kończył rozmawiać ze swoją siostrą.
Ustalali oni szczegóły, co do jego przyjazdu na Boże Narodzenie. Mieli, co
prawda jeszcze całe dwa tygodnie, ale on nie mógł już doczekać się spotkania z
rodzicami i siostrami. Wyobrażał sobie tą atmosferę, choinkę, zapach makowca,
jemiołę. Uśmiechnął się. Będzie mógł pocałować Karinę i nikt nie będzie mógł
przyczepić się do ich zachowania.
Jednakże po chwili zastanowienia zaczął wracać na
ziemię. Przypomniał sobie, że ona będzie tu w Polsce, a on tysiące kilometrów
stąd w Lakewood. Nie miał zamiaru namawiać jej do wyjechania z nim. Byłoby to
bez sensu. Tyle lat była poza granicami Polski więc oczywiste było, że
chciałaby spędzić święta w rodzinnym kraju.
- Hej Paul! – z letargu wyrwał go głos Kariny.
- Cześć. Właśnie zastanawiałem się, co robisz w
święta. No wiesz, Wigilia, Boże Narodzenie i tak dalej? – przyjrzał się jej
uważnie. Przez chwilę zdawało mu się, że widział na jej twarzy nutę strachu.
- Krzysiek i
Iwona mnie zaprosili. Wiesz, taka rodzinna Wigilia – uśmiechnęła się blado i
wyszła z pokoju.
Paul nie drążył tematu. Nie miał zamiaru do niczego
jej przekonywać. Nie byli razem, więc czemu miałby to robić?
***
- Mi żonka powiedziała, że moja kochana teściowa mnie odwiedza,
więc jestem wręcz wniebowzięty – zaczął temat Buszek. – Zacznie się od tego, co
zawsze „Co wy tam na tym boisku robicie? Strzelacie bramki, prawda?”. No ręce
mogą opaść.
- Nie martw się Buszu! – machnął ręką Olieg zakładając
czystą koszulkę. - Ja mam jechać na przedświąteczne zakupy. Już się boję…
- Porozmawiajmy o czymś milszym. Mam nadzieję, że
przyjdziecie na Sylwestra do mnie, co? Impreza jak w tamtym roku – spojrzał się
znacząco na przyjaciół Paul chowając strój treningowy do torby.
- Ja będę! – krzyknął Kosa. – Już nie mogę się
doczekać.
- Mam nadzieję, że zabierzesz ze sobą tą swoją
przyjaciółkę – uśmiechnął się Nowakowski. – Martę?
- Milenę! – poprawił środkowego zirytowany Grzegorz. –
Zastanowię się jeszcze – Grzegorzowi nie uśmiechało się przypatrywanie się temu
jak Pit podrywa jego przyjaciółkę.
- Ja spasuję. Jadę do teściów do Wałbrzycha. Wątpię
żebyśmy wrócili – odezwał się Igła. Paul słysząc to chciał zadać pytanie, ale
Krzysiek już wyszedł z szatni. Chyba czeka cię pogadanka z Kariną, pomyślał i
również wyszedł.
***
Karina siedziała w salonie i czytała mało interesującą
książkę. Była przygnębiona i nawet nie pomógł jej kawałek szarlotki. Odłożyła
książkę i odchyliła głowę do tyłu. O paru dni nękają ją wspomnienia. Złe
wspomnienia. Z Paulem nie chciała rozmawiać o tym, a z Iwoną nie mogła. Nie
mówiąc już o Krzyśku z którym pokłóciła się znowu. Oczywiście o to samo, co
zawsze – o Paula i Łukasza. Potarła sobie skronie. Czasem miała już dość. Z
Lotmanem też nie układało się najlepiej. Od paru dni chodził struty. Usłyszała
szczęk kluczy. Sama już nie wiedziała czy się cieszyć czy nie.
- Hej Karina! Gdzie jesteś? Chcę pogadać – usłyszała i
wiedziała, że nie ma się z czego cieszyć.
- W salonie.
- Karina? – usiadł obok niej i spojrzał się na nią
uważnie. – Poleciałabyś ze mną do Lakewood? - zapytał, a ona nie wiedziała, co
odpowiedzieć. Z nim? Do Ameryki?
- Ale kiedy?
- Na Święta.
- Na te Święta?
- Wiem, że nie spędzisz ich u Krzyśka – powiedział, a
ona chciała już coś wtrącić. – Nie ważne skąd wiem. Nie pozwolę ci spędzać
samej świąt. Po moim trupie.
- Paul, ja nie wiem, co powiedzieć… Tam będzie twoja
rodzina i co im powiemy?
- No jak to co? Prawdę.
- Że parę razy ze sobą sypialiśmy i razem mieszkamy?
- Nie. Że jesteś dla mnie ważna i nie wyobrażam sobie
Świąt bez ciebie – wyjaśnił i pocałował ją delikatnie. Uśmiechnęła się. Lubiła
gdy taki był. Resztę wieczoru spędzili przed kominkiem.